Opłakiwał ją na pogrzebie bardziej niż ktokolwiek inny – płakał gorzkimi łzami, zawodził, przytulał kobietę, która tak wcześnie oddała swoją duszę Bogu z jego powodu.
Wychowałyśmy się na tej samej ulicy, przyjaźniłyśmy się od dzieciństwa i wiedziałyśmy o sobie wszystko. Nawet po krótkiej, czteroletniej przerwie, ponieważ studiowaliśmy w różnych miastach, wróciłyśmy do pracy w naszej rodzinnej miejscowości i odnowiłyśmy naszą przyjaźń. Nie mogę powiedzieć, że byłyśmy jak siostry, ponieważ zawsze byłam krytyczna wobec Zosi, a teraz zdaję sobie sprawę, że powinnam być jeszcze bardziej stanowcza w wyjaśnianiu jej oczywistych rzeczy, które nie prowadziły do niczego dobrego.
Adama poznała na studiach, studiowali na tej samej uczelni, a później przyprowadziła go do domu swojej matki. Pobrali się szybko, bo Zosia była już w ciąży, a dwa lata później urodziło im się kolejne dziecko.
Całe miasteczko długo trąbiło o ich ślubie – nigdy nie widzieli tak pijanego pana młodego, a Adam obudził się w łóżku druhny, podczas gdy Zosia czekała na niego w domu do rana, cierpiąc na ciężkie zatrucie.
O zdradzie szybko zapomniano, zwłaszcza że oboje zaklinali się, że do niczego między nimi nie doszło, ale ja już wiedziałam, że moja przyjaciółka popełniła duży błąd i próbowałam otworzyć jej oczy.
Przede wszystkim zaskoczyło mnie to, jak szybko potrafiła go usprawiedliwiać, niemal bez końca. Opowiadałam jej, że Adam z dwiema blondynkami siedział w pubie, pijany jak skunks, a ona z zażenowaniem zaczęła wymyślać historie, że pewnie przyjechali ich krewni, a on miał się z nimi spotkać na dworcu. A upił się szybko, bo jest bardzo zmęczony i upija się od jednego drinka.
Ludzie patrzyli na nią jak na wariatkę – jak można kochać kogoś tak bardzo, że broni go nawet wtedy, gdy ten ją kompromituje na oczach całego miasta? Zosia zachowywała się dobrze w miejscach publicznych, ale w domu często brała środki uspokajające, a potem przeciwbólowe. Ale jak leki mogą ukoić ból zdrady w sercu bezbronnej kobiety? Ile razy ją ostrzegałam, prosiłam, przekonywałam, by wyrzuciła go z domu i spróbowała choć przez chwilę żyć dla siebie? Ale ona powtarzała jak zaczarowana, że to ich rodzina i sami wszystko uporządkują.
– On po prostu lubi rozmawiać z kobietami, to wszystko! mówiła, usprawiedliwiając Adama po raz kolejny.
Chciałam zadzwonić na policję, bo moja przyjaciółka została pobita. Chowała dzieci na strychu i uspokajała pijanego męża. Wszystkie pobicia skrzętnie ukrywała pod pudrem lub ciemnymi okularami, a gdy połamał jej żebra, wylądowała w szpitalu.– Upadłam, kiedy schodziłam do piwnicy – powiedziała lekarzowi, który tylko potrząsnął głową.
Wracała do domu, a tydzień później znów trafiała do szpitala ze złamaną szczęką. Tak więc, gdy miała czterdzieści lat, była już bardzo dobrze przyzwyczajona do bicia i siniaków i dobrze, że jej synowie rośli i stawali w obronie matki.
Adam tylko czekał, aż chłopcy się wyprowadzą, a ona cieszyła się, że jej mąż w końcu oprzytomniał. Radość ta trwała jednak krótko. Po odejściu synów bicie stało się jeszcze bardziej brutalne, a imprezowanie i niewierność nie były już ukrywane. Ileż to razy wyciągała go z komisariatu za zakłócanie porządku! Jak bardzo go leczyła, jak dbała o jego wątrobę! Ale wszystko wracało do błędnego koła. Mężczyzna zdegradował się i pociągnął swoją niewinną żonę na samo dno.
– Twoje dzieci są już dorosłe! Dlaczego teraz przymykasz oko na znęcanie się nad tobą? krzyczałam , ale na nic się to zdało.
Kiedy po mieście rozeszła się wiadomość, że Zosia zmarła na udar, nie mogłam powstrzymać szlochu i łez, a w mojej głowie pojawiła się myśl: “Jej śmierć jest winą Adama!”
Pochowaliśmy ją, zebrało się wiele osób i wszyscy zapamiętali tę kobietę z dobrej i przyzwoitej strony. Była życzliwą kobietą, która przez wiele lat pracowała jako listonosz, nosząc ciężkie torby z pocztą i towarami. Pomagała również emerytom, chodziła do apteki, aby kupić leki dla tych, którzy ich potrzebowali, i dostarczała emerytury tak szybko, jak to możliwe… Ale w swoim życiu widziała bardzo mało dobroci.
Adam płakał najgłośniej, a ja patrzyłam na niego z obrzydzeniem – dlaczego teraz płaczesz, człowieku?
Czy dlatego, że zdał sobie sprawę, że nikt inny na całym świecie nie tolerowałby tak nieludzkiego traktowania, czy dlatego, że zdał sobie sprawę, że jego starość będzie długa, samotna i pozbawiona radości – bo starzy ludzie nie nadają się na kochanków?




