– Czy uważasz, że matka małych dzieci ma prawo się zdenerwować i wyjść z domu na kilka godzin, pod warunkiem, że ojciec jest w domu? pyta trzydziestoletnia Anna.
– Mój mąż robi to cały czas i to jest w porządku! W wolny dzień wywoła skandal, trzaśnie drzwiami i pójdzie albo do pracy, albo do rodziców! I cały dzień ma wolny, pięknie! Mam tego serdecznie dość. Mówię mu – następnym razem ja to zrobię . Trzasnę drzwiami i wyjdę, i wyłączę telefon, żeby nikt nie dzwonił, bo nie ma sensu! Ale on nie wierzy, że mogę to zrobić.
Anna i jej mąż Franek mają dwójkę dzieci: jedno ma trzy lata, a drugie dziesięć miesięcy, a Anna, która jest na urlopie macierzyńskim, jest wyczerpana. Nie widać końca jej urlopu macierzyńskiego, a poza Anną nie ma nikogo, kto mógłby zająć się dziećmi. Jej mąż jest w pracy od rana do wieczora, musi zarabiać na ich liczną rodzinę. Babcie nie przychodzą. Obie “ostrzegały mnie, że tak będzie”, gdy byłam w ciąży, umyły od tego ręce.
Dzieci są nadpobudliwe, ich wiek jest trudny, Anna ma z nimi ciężko przez całą dobę.
– Chciałaś mieć drugie dziecko ! – wzrusza ramionami jej mąż.
– A ty nie chciałeś? – odpowiada Anna.
– Dlaczego nie chciałem? Ja… cóż… nie miałem nic przeciwko!
– Nie, czekaj! Jak to nie miałeś nic przeciwko? Nie chciałeś, żeby Maks się urodził? To dlaczego się na to zgodziłeś?
– Przecież tego chciałaś! – odpowiada mąż, mrużąc oczy. – Nie mogłem cię ograniczać w twoim pragnieniu…
Mężczyzna nigdy nie zostaje z dziećmi dłużej niż półtorej lub dwie godziny, nawet wtedy dzieci śpią. Każda nagła sytuacja wywołuje u niego panikę. Szczerze mówiąc, nie wie, jak radzić sobie z własnymi dziećmi i tak naprawdę nie chce wiedzieć.
Jest Anna, ona jest matką, wie czym je nakarmić, czym zająć, w co przebrać. Poza tym Anna jest na urlopie macierzyńskim, jej zadaniem jest teraz opieka nad dziećmi. Jej mąż nie zwala na nią swoich problemów w pracy, co miesiąc przynosi do domu pieniądze, i to niemałe, więc Anna nie ma na co narzekać. Anna ma kartę z dostępem do wszystkich finansów męża, a on nie ogranicza jej w dysponowaniu pieniędzmi…
No tak, Franek nie zajmuje się dziećmi ale pracuje. Dzieci są teraz z Anią. Jak podrosną, ojciec się w to zaangażuje.
– Robi się naprawdę zarozumiały! Nie robi nic w domu. Przestań go chronić! Niech zostanie z dziećmi przynajmniej jeden dzień w tygodniu! – mówi koleżanka Anny.
– Ale on nie chce zostać! Anna prawie płacze. – On absolutnie nie chce i koniec! Mówi, ty jesteś matką, musisz! Dzieci są jeszcze małe, nie wiem, jak sobie z nimi poradzić!
– To nie ma znaczenia, czego on chce lub nie chce! – naciska jej przyjaciółka. – On nie wie jak! I nigdy się nie nauczy… Wstań wcześnie w sobotę, przygotuj się i idź – nie pytaj go. Napisz notatkę – wyszłam, będę o czwartej. Albo zadzwoń. Ale tylko raz. I wyłącz telefon. I nawet nie myśl o pisaniu mu instrukcji i gotowaniu! On sam się domyśli, nie jest kretynem! I to nie jest wysoka matematyka, szczerze mówiąc. W domu są pieluchy, ciepła woda, jedzenie w lodówce, czego jeszcze potrzeba? Niech się uczy…
Czy to w porządku zostawić dzieci z nieprzygotowanym tatą i wyjechać na pół dnia, wyłączając telefon, jeśli nie można dojść do porozumienia? Ten facet naprawdę stał się bezczelny, czas przywrócić mu rozsądek.
A może nie powinna? A może powinna być wdzięczna, że mąż ją znosi. I sama chciała mieć dzieci…
Co byś zrobiła? Co myślisz?




