Jestem matką trójki dzieci. Moja najstarsza córka ma 17 lat, średnia córka ma 15 lat, a najmłodszy syn ma 2 lata. Nasz syn nie był planowany, ale bardzo go kochamy. Stało się to niespodziewanie, wcześniej lekarz potwierdził, że już zaczęłam menopauzę.
Pierwszy rok był dla nas bardzo trudny. Mamy dwupokojowe mieszkanie. Dziewczynki zajmowały mniejszy pokój, a mój mąż, syn i ja mieszkaliśmy w większym. Ale przez cienkie ściany słychać było absolutnie wszystko. Przez pierwszy rok wszyscy nie mogliśmy spać. Moje dzieci nie wspierały mnie ani nie pomagały, były wściekłe. Moja najstarsza córka krzyczała, że musi się uczyć, bo zbliżają się egzaminy i nie może się skoncentrować. A średnia powiedziała, że jeśli oszaleje z braku snu, to będzie to nasza wina.
Z powodu tych ciągłych wyrzutów było mi bardzo ciężko nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Nie wiedziałam, jak zadowolić wszystkich.
Przez ten rok sama byłam bardzo zmęczona, ale nie załamywałam się, żeby nie wywoływać niepotrzebnych konfliktów. Ostatnio czuję się zmęczona. Mój mąż nie może mi pomóc, ponieważ pracuje cały dzień, aby nas utrzymać. A kiedy proszę córki o opiekę małym, słyszę tylko: “Daj mi spokój, urodziłaś, więc musisz się nim opiekować. Nie jesteśmy nianiami”.
Czuję się bardzo urażona takim zachowaniem, jakbym źle wychowała swoje dzieci. Nie dostaję od nich nawet minimalnej pomocy. Prawdopodobnie, kiedy będą miały własne dzieci i przyjdą do mnie po pomoc, również im powiem:
-Zostaw mnie w spokoju, nie jestem nianią.




