Niemal natychmiast po szkole musiałam sama zadbać o siebie, więc gdy tylko spotkałam troskliwego mężczyznę, uznałam, że to przeznaczenie. Zaczęliśmy się spotykać, a potem żyć razem. Później urodziła się nasza Wiktoria, a potem stało się coś nieoczekiwanego – Michał zniknął. Niestety, wtedy nie zdawałam sobie sprawy, że to nie jest najgorsze..
Mieszkanie odziedziczyłam po mamie. Mama i tata dobrze zarabiali i stać ich było na kupno mieszkania. Tata zostawił nas dla innej kobiety, ale zachował się szlachetnie, przepisał cały swój majątek na moją mamę i wyszedł z domu tylko z walizką. Zostałyśmy same z mamą. Mama poznała obcokrajowca, wyszła za niego i wyjechała za granicę, do Belgii. Tak więc w wieku dziewiętnastu lat mieszkałam we własnym mieszkaniu.
Poznałam go przez internet. Korespondowaliśmy przez jakiś czas, pisał do mnie różne bzdury, ale podobały mi się te bzdury. Po wymianie zdjęć postanowiliśmy się spotkać, zaprosił mnie do małej, ale bardzo przytulnej kawiarni. Rozmawialiśmy cały wieczór. Po kawiarni odprowadził mnie do domu, a ja zaprosiłam go na filiżankę herbaty. Oczywiście został do rana, a rano mnie zaskoczył.
Zrobił niesamowite śniadanie i przyniósł mi je do łóżka. Spotykaliśmy się coraz częściej i w końcu wprowadził się do mnie. Nie miał własnego mieszkania, mieszkał z rodzicami. Nigdy tam nie byłam i nigdy nie poznałam jego rodziców, nie zaprosił mnie do siebie, a ja nie nalegałam.
Wydawało się, że żyjemy dobrze, pracujemy, on był pośrednikiem, sprzedawał mieszkania, ja też pracowałam. Później Bóg dał nam piękną dziewczynkę, nazwaliśmy ją Wiktoria, nie chcieliśmy małżeństwa, a raczej on nie chciał, zawsze mówił, że po co nam papier , już żyjemy cudownie, zaoszczędzone pieniądze wydamy na działkę, on już jakąś ma na oku.
Obejrzeliśmy działkę i Michał ją kupił. Działka była w pobliżu miasta, otoczona przyrodą, śpiew ptaków, to nie działka, to marzenie. Michał zaczął mnie namawiać, żebym sprzedała swoje mieszkanie, chciał wybudować dom. Na początku się nie zgadzałam, ale Michał zaczął na mnie naciskać ze względu na córkę. Mówił, że dziecko potrzebuje świeżego powietrza, bliskości natury, kwiatów, ptaków, zwierząt.
Mogłam sobie wyobrazić naszą córkę bawiącą się na trawniku w pobliżu domu, śpiewające ptaki, zieleń i brak zanieczyszczeń, więc od razu się zgodziłam. Michał sprzedał moje dwupokojowe mieszkanie i wynajął dla nas małe, przytulne mieszkanko. Sam zaczął budować nasz duży i piękny dom, pokazano nam już projekt, a nawet makietę.
Ale pewnego dnia Michał nie wrócił i przestał odbierać telefony. Oczywiście zaczęłam się martwić i stresować. Obdzwoniłam wszystkie szpitale i posterunki policji w mieście. W jednym ze szpitali był mężczyzna , ale bez dokumentów. Serce mi zamarło, a po kręgosłupie przebiegł dreszcz. Zbierając moje dziecko, pobiegłam tam. Okazało się, że to nie on.
Pamiętając adres jego rodziców, pobiegłam do nich. Chociaż nigdy nie byłam w ich domu, znałam adres. Kiedy tam dotarłam, weszłam na czwarte piętro i zadzwoniłam dzwonkiem. Drzwi otworzył zarośnięty mężczyzna, który powiedział, że nie zna nikogo takiego. W rzeczywistości nie pamiętał wszystkich, których meldował w swoim mieszkaniu, ponieważ meldował każdego, kto dobrze zapłacił.
Kiedy wyszłam z budynku, nie miałam pojęcia, gdzie i jak szukać mojego Michała. Byłam bardzo zmęczona i głodna. Moja mała Wiktoria też zaczęła być kapryśna i płakać. Wróciłyśmy do domu. Następnego dnia, kontynuując poszukiwania Michała , pojechałam na plac budowy. Na placu budowy stała przyczepa, a wokół leżały deski, kłody i cegły. Nagle z przyczepy wyszedł mężczyzna, a za nim kobieta.
Mężczyzna odwrócił się, to był Michał , a z nim kobieta i od razu było oczywiste, że to nie była jego siostra. Zrobiłam wielki skandal, powiedziałam mu wszystko, co o nim myślę i zażądałam zwrotu pieniędzy za moje mieszkanie. Krzyczał na mnie, żebym wynosiła się z jego posesji, że nie zamierza zwracać pieniędzy i że nigdy nie będę w stanie udowodnić, że kiedykolwiek dałam mu pieniądze.
Złożyłam pozew o oszustwo. Mój ojciec był bardzo pomocny, wynajął prawników i zabrał mnie i moją córkę do siebie, w przeciwnym razie zostałabym z dzieckiem na ulicy.
Byłam zbyt naiwna.
Myślisz, że jest szansa na odzyskanie pieniędzy?




