Opowiem wam moją historię o tym, jak mój brat przestał mnie potrzebować. Ma na imię Maks. Jest żonaty i ma córkę Monikę. Podczas gdy mój brat pracował do późnych godzin wieczornych, podobnie jak jego żona, Monika zawsze spędzała ze mną czas, ponieważ mieszkaliśmy blisko siebie. Często nawet zostawała u mnie na noc. Bardzo kocham moją bratanicę. Razem odrabiałyśmy lekcje, chodziłyśmy na spacery, gotowałyśmy obiady. Odbierałam Monikę ze szkoły, pomagałam jej we wszystkim, a nawet kupowałam jej ubrania i zabawki.
Cała rodzina była bardzo zadowolona z naszej bliskiej relacji. Co prawda nie mam jeszcze własnych dzieci, ale mam dużo wolnego czasu i nigdy nie odmawiałam bratu, gdy prosił mnie o opiekę nad córką. Ta sielanka trwała do czasu, gdy żona mojego brata zaczęła mniej pracować. Większość czasu spędzała w domu i wydawała się być o mnie nieco zazdrosna, choć gdy ciężko pracowała, codziennie dziękowała mi za pomoc.
Na urodziny Moniki postanowiłam podarować jej tablet. Wiedziałam, że marzyła tylko o takim prezencie. Wybrałam w sklepie dobry tablet i poszłam do niej. Była zachwycona prezentem. Ale jej mama była wściekła. Powiedziała mi, że specjalnie nie kupiła Monice tabletu, żeby nie spędzała dużo czasu w internecie. Maks stanął w mojej obronie, zrozumiał, że nie powinna na mnie krzyczeć przy dziecku. Ale jego żona miała inne zdanie.
Nie kłóciłam się, tylko pożegnałam, pocałowałam Monikę i wyszłam. Miałam nadzieję, że żona brata trochę ochłonie i przeprosi. W końcu nie chciałam zrobić nic złego. Wieczorem brat zadzwonił do mnie i powiedział, że muszę trochę ograniczyć kontakty z Moniką, bo żona się martwi. Byłam w szoku. Czym ona się martwiła? Maks wyjaśnił mi, że Monika jest do mnie bardzo przywiązana, więc muszę spędzać z nią mniej czasu, nie gotować razem, nie odbierać jej ze szkoły, a nawet nie dzwonić do niej przez jakiś czas. Zapytałam go, jak on to sobie wyobraża. Mieszkamy w sąsiednich blokach. I nie chcę ograniczać mojej komunikacji z siostrzenicą. Odmówiłam i poradziłam bratu, aby ponownie porozmawiał z żoną i wyjaśnił jej, że to, co robi, jest złe.
Po tej rozmowie nastąpiła kilkudniowa cisza. Pewnego wieczoru wracałam z pracy do domu, a Monika spacerowała po placu zabaw. Kiedy mnie zobaczyła, podbiegła do mnie, przytuliła mnie i zapytała, gdzie byłam. Jej mama, która z nią szła, widziała to wszystko. Dosłownie wypchnęła Monikę do domu. Godzinę później zadzwonił do mnie Maks. Przeprosił, ale powiedział, że nic nie może zrobić. Byłam wściekła. Nie chciałam, żeby moja bratnia pomyślała, że o niej zapomniałam. Postanowiłam więc działać.
Kupiłam owoce i czekoladę i poszłam je odwiedzić. Przeprosiłam mamę Moniki i powiedziałam jej, że nie powinnam była kupować takiego prezentu bez konsultacji z nią. Zaproponowałam pokój i powiedziałam, że dziecko nie powinno cierpieć z powodu naszego nieporozumienia. Ale ona miała inne zdanie. Powiedziała mi, że jest zmęczona słuchaniem o mnie od swojego dziecka. Powiedziała również, że ma teraz dużo czasu dla swojej córki, więc nie potrzebuje mojej pomocy. Dokładnie wiedziałam, co się dzieje. Jest o mnie po prostu zazdrosna, ale to już jej problem. Nie zamierzam ignorować siostrzenicy z powodu humorów jej mamy. Niech sama wytłumaczy Monice, dlaczego nie może porozumieć się z ciotką. Ona jest taka przebiegła: chce zepsuć nasze relacje i ujdzie jej to na sucho, jakby to nie była jej inicjatywa. Dialog nie wyszedł. A szkoda.
Wczoraj dowiedziałam się, że brat wystawił mieszkanie na sprzedaż. Tak to się kręci. Kiedy Monika była mała i jej rodzice potrzebowali mojej pomocy, byłam jej ulubioną ciocią. A gdy tylko mama straciła pracę, stałam się daleką i niepotrzebną krewną. To smutne, że przez to wszystko cierpi niewinne dziecko.




