Żona, która liczy pieniądze męża

Monika niedawno skończyła 30 lat. Z pozoru jej życie było szczęśliwe. Była dobrą dentystką z fajną pensją, kliniki ustawiały się do niej w kolejce z ofertami pracy, a ona mogła wybrać najlepsze dla siebie warunki i wysokość zarobków. Jej mąż był przystojny i jednocześnie inteligentny, był naukowcem, dobrze zarabiał, bardzo kochał swoją żonę i bardzo chciał mieć dzieci.

Wielokrotnie chwytał ją w ramiona i mówił:

Monika, daj mi bliźniaki! Pójdziesz na urlop macierzyński, będziemy chodzić na spacery do parku, odpoczniesz od pacjentów! Przy okazji, jestem kompletnie spłukany, więc proszę, daj mi trochę pieniędzy na zatankowanie samochodu i pójście do fryzjera.

Za każdym razem, gdy Monika słyszała, co mówi jej mąż, wyciągała portfel i bez sprzeciwu dawała mu pieniądze. Wydawało się, że on zarabia tyle samo co ona, ale pieniądze jakoś mu nie starczały i ulatniały się w ciągu kilku dni, mimo że wydawało mu się, że kupuje tylko to, co niezbędne.

Monika próbowała znaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji: zabierała mu całą pensję i rozdzielała w kopertach na cały miesiąc, potem Robert zaczynał jęczeć, wzdychać i cierpieć, że znowu nie będzie mógł pójść do fryzjera, bo nie zostało to uwzględnione w planowanych miesięcznych wydatkach, wtedy Monika poddawała się i oddawała mu pieniądze.

Potem próbowała z nim o tym rozmawiać, rysując diagramy i wykresy, tłumacząc, jak układa się rodzinny budżet i co się na niego składa, przekonując, że przynajmniej czasami powinien coś zaoszczędzić, a nie za każdym razem wychodzić na zero. Robert zgadzał się na wszystko, a kilka dni później znów przychodził do Moniki i prosił ją o pieniądze.

Monika nie była skąpcem, nie żal jej było pieniędzy, ale nie mogła zrozumieć, jak to jest, że przy jej solidnych zarobkach, pod koniec miesiąca wszystkie pieniądze topniały jak śnieg na słońcu. Nie mogli oszczędzać na jedzeniu, ponieważ oboje uprawiali sport i musieli dobrze jeść, zwłaszcza dwumetrowy Robert, który miał wielki apetyt.  Robert prawie nie wydawał pieniędzy na rozrywkę, ale kupował rzeczy naprawdę niezbędne lub prawie niezbędne, takie jak kilogram truskawek, bukiet luksusowych róż lub pół kilograma szwajcarskiej czekolady dla niej.

Monika czasem myślała, że w ich rodzinie Robert był tą kobietą, która pensję męża uważała za “wspólną”, a swoją wydawała na “drobiazgi”. I wszystko byłoby w porządku, ale oni naprawdę chcieli mieć dzieci.

Dziecko oznacza, że przez pewien czas całą rodzinę powinien utrzymywać Robert, a Monika już wyobrażała sobie, jak w 3 dni wyda wszystkie ich pieniądze na designerski tort, balony i piękne ubranka dla dziecka. I co wtedy? Jak żyć i z czego?

Kiedy Monika próbowała porozmawiać o tym z Robertem, ten obrażał się i mówił:

-Nie ufasz mi? Robię i zrobię dla nas wszystko!

W rezultacie rozmowa nie pomagała, a Monika czuła się chciwa i winna. Zastanawiała się czy on naprawdę nie może zapewnić jej i dziecku wszystkiego, czego będą potrzebować?

Ale paskudny wewnętrzny głos szeptał jej : “Nie, nie może!” I wtedy zaczęłyby się kłótnie i skandale, wzajemne oskarżenia, a kiedy ma się małe dziecko i nie ma się pieniędzy, wybór jest bardzo niewielki.

Więc Monika nadal brała środki antykoncepcyjne. Dzieci nie są najważniejsze w naszym życiu, powtarzała sobie. A Robert to dobry człowiek, tylko nie umie zaplanować swojego życia nawet z dwudniowym wyprzedzeniem, uspokajała samą siebie.

Robert nie był niczego świadomy, każdego dnia głośno marzył o różowych kokardkach i małych główkach swoich przyszłych dzieci, o spacerach z nimi na świeżym powietrzu. Życie jest świętem i nie można sobie niczego odmawiać, myślał, a z dziećmi świętowanie będzie jeszcze większe.

Monika z kolei co wieczór brała tabletkę i siadała do przygotowania rodzinnego budżetu. To było ich “idealne życie“.

Co o tym myślicie?

Rate article
Wyznaj Sekret
Żona, która liczy pieniądze męża