Rozwiodłem się z moją pierwszą żoną, gdy mój syn miał 8 lat. Miałem świetne relacje z synem, nie oszczędzałem na nim, zostawiłem mu nawet dom.
Zabierałem go na ryby, na wycieczki, pozwoliłem mu prowadzić lokomotywę elektryczną, był szczęśliwy, a ja też byłem bardzo szczęśliwy.
Ale wszystko zmieniło się dramatycznie, kiedy ożeniłem się i urodziły mi się dwie córki- bliźniaczki. Moja żona nie pracowała, była na urlopie macierzyńskim, i rozpaczliwie zaczęło brakowało nam pieniędzy. Płaciłem wtedy spore alimenty i miałem dwa kredyty.
Postanowiłem obniżyć alimenty, by jakoś związać koniec z końcem.
Wynająłem prawnika, w sumie prawnik był moim dobrym przyjacielem.
Obniżenie alimentów było absolutnie sprawiedliwą decyzją sędziego, ponieważ sąd uznał, że dochód mojej byłej żony był o dwa razy wyższy niż moja pensja dzielona na cztery osoby na utrzymaniu.
Po tej rozprawie mój syn przestał do mnie dzwonić, a wkrótce w ogóle przestał mnie odwiedzać i zaczęliśmy widywać się bardzo rzadko.
Rozumiem, czyj to był pomysł i uważam, że to źle, gdy matka zaczyna mówić synowi źle o jego ojcu, że jest taki i owaki. Nie jest mu łatwo być między młotem a kowadłem. Co o tym myślicie?




