Jestem mężatką z dwudziestoletnim stażem. Nigdy nie miałam przyjaznych stosunków z moją teściową, ponieważ moja teściowa zawsze uważała mnie za niegodną partnerkę dla jej syna. Mój mąż i ja pobraliśmy się w bardzo młodym wieku, po szkole, on miał 20 lat, a ja 19.
Pobraliśmy się i zaczęliśmy mieszkać z moją teściową. Dopiero wtedy usłyszałam – że nie jestem dobra w pracach domowych, że nie jestem dobra w byciu matką i że jestem nikim. Byłam bardzo zdenerwowana, słysząc to. Tak, nic nie wiedziałam, ale miałam wielkie pragnienie nauki. I uczyłam się.
Po trzech latach małżeństwa przeprowadziliśmy się z mężem do mieszkania, które zostawiła nam babcia, więc moja komunikacja z teściową została ograniczona do minimum. Teraz żyjemy dobrze, mamy dwóch dorosłych synów. Jednak moje relacje z teściową pozostały na tym samym poziomie – żadnych relacji.
Ale żeby nie urazić mojego męża, czasami odwiedzamy jego rodziców. Takie wizyty zawsze kończą się tak samo – teściowa uważa, że powinnam sprzątać jej dom i gotować dla niej.
A ja bardzo chcę odpocząć od kobiecych obowiązków (mówię o gotowaniu, sprzątaniu, praniu). Zostałam dobrze wychowana i przyzwyczaiłam się do tego, że jeśli mam gości, to na pewno ich nakarmię, dam im coś do picia, a jeśli goście poinformowali mnie wcześniej o swoim przybyciu, to na pewno upiekę coś pysznego. Nie pozwolę im zmywać naczyń ani robić czegokolwiek innego. Goście powinni się przy mnie relaksować – od tego są. I uważam, że zasługuję na takie samo traktowanie.
Ale ostatnio znalazłam się w sytuacji, która zupełnie mi nie odpowiada.
Niedawno pogodziłam się z teściową, z którą nie rozmawiałam od ponad dwóch lat. Uporządkowałam sprawy i znów zaczęłyśmy odwiedzać się nawzajem. Ale kiedy ja mam gości, witam ich i pozwalam im odpocząć u siebie. A kiedy odwiedzam teściową, stoję kuchence i gotuję dla wszystkich.
Zaczyna się od tego, że zanim przyjedziemy, dostaję mnóstwo telefonów z pytaniami, co ugotować na nasz przyjazd. Oczywiście mówię im, żeby nie gotowali nic nadzwyczajnego, po prostu ich odwiedzimy. Napijemy się herbaty i porozmawiamy. Robię to tylko dla mojego męża.
W rezultacie, kiedy przyjeżdżamy w odwiedziny, mówią mi, że kupili takie a takie produkty i pytają, co mają ugotować. I delikatnie i dyskretnie stawiają mnie przy kuchence, żebym ugotowała obiad lub kolację dla wszystkich. I to w takiej ilości, że po naszym wyjeździe mogą żyć w spokoju przez cały tydzień i nie zawracać sobie głowy gotowaniem. Byłoby w porządku, gdybyśmy przyjechali w odwiedziny na noc lub na weekend – gotowanie nie jest dla mnie trudne, zwłaszcza że muszę przecież nakarmić męża i siebie. Ale po wykonaniu całej pracy jesteśmy w domu rodziców mojego męża przez godzinę..
Mój teść również czeka na mój przyjazd, na pewno kupi mięso na mój przyjazd, żebym mogła mu ugotować coś, co lubi, ponieważ nie lubi sposobu, w jaki gotuje jego żona.
W niedzielę pojechaliśmy do teściów, mąż chciał złożyć mamie życzenia z okazji urodzin, które właśnie minęły. Kupiliśmy prezent i mieliśmy nadzieję, że tym razem przywita nas suto zastawiony stół. Ale moja teściowa nie miała zamiaru niczego gotować. Wyciągnęła z lodówki trochę jedzenia i powiedziała, że jeśli chcemy, to możemy sami ugotować, a ona jest zmęczona.
Moja teściowa ma dopiero 65 lat i moim zdaniem czuje się świetnie. Usmażyłam mięso, zrobiłam sałatkę i po raz kolejny obiecałam sobie, że nigdy więcej nie pójdę do teściów.
Nie chodzi o to, że gotowanie jest dla mnie trudne, nie. Po prostu czasami chcę żeby ktoś dla mnie ugotował.
Nie wiem, jak zmienić tę sytuację. Moja teściowa, która kiedyś mówiła mi, że jestem leniwa i nic nie umiem, teraz chce, żebym cały czas dla niej gotowała i sprzątała. A ja nie mam ani siły, ani ochoty.




