To nie jest fikcyjna historia, ale prawdziwe zdarzenie z życia przyjaciół.
Zaczęli mieszkać razem, gdy oboje mieli ponad czterdzieści lat. Poznali się na urodzinach wspólnego znajomego, później zdecydowali, że samotne spędzenie starości nie jest najlepszą opcją.
Po kilku miesiącach wspólnego życia zdecydowali się adoptować dziecko, ponieważ sami nie mieli dzieci. Rozpoczęły się długie poszukiwania i załatwiania, a kilka miesięcy później zabrali małą dziewczynkę do swojego domu.
Pamiętam, jak dorastała, od najmłodszych lat różniła się od innych dzieci – była bardzo cicha i spokojna. Kiedy przyszliśmy odwiedzić ich w domu, zajęło nam trochę czasu, aby zdać sobie sprawę, że w domu jest małe dziecko. Prawie nigdy nie płakała ani nie krzyczała. Leżała cichutko w swoim łóżeczku. Była piękną, miłą dziewczynką. Aż do pewnego momentu.
Jej przybrana matka powtarzała, że dla dziewczynki nie jest ważne, aby się uczyć, a najważniejsze jest, aby wyjść za mąż i mieć dzieci. Często kłóciłyśmy się na ten temat. Zastanawiała się, dlaczego wciąż studiuję i rozwijam się mając 24 lata, nie mam męża i jestem prawie “stara”! Główną misją każdej szanującej się kobiety jest mąż, rodzina i dzieci, a nie edukacja, dyplomy, stopnie naukowe itp. To było główne hasło w wychowaniu ich córki.
Kiedy dziewczyna skończyła 13 lat, jej nowa matka była poruszona opowieściami córki o chłopakach i jej zauroczeniach. Matka była szczerze zadowolona. W wieku 15 lat zaowocowało to niezbyt szczęśliwymi chwilami. Dziewczyna ciągle uciekała z domu, chodziła na imprezy z tymi chłopakami, zabierała z mieszkania złoto i biżuterię… Matka pozwalała jej nocować u chłopaka, bo przecież się kochali, jak mogła nie pozwalać…
Sytuacja pogarszała się z miesiąca na miesiąc. Dziewczyna zaczęła pić, palić papierosy i zadawać się ze złymi ludźmi. Zaczęła regularnie opuszczać lekcje, czasami w ogóle nie pojawiając się w szkole. Dziewczyna nie zważała na rozmowy z rodzicami, perswazje i apele do sumienia, wszystko puszczała w niepamięć.
Potem oblała wszystkie egzaminy. Rodzice zapisali ją do płatnej szkoły handlowej i opłacili za jej edukację.
Po jakimś czasie dowiedziałam się, że wyrzucili ją z domu.
Po prostu wyrzucili ją z domu, zabrali całą biżuterię, którą jej dali, dali jej torbę z jej rzeczami i kazali odejść.
Zabrali dziecko z sierocińca, a 18 lat później zdali sobie sprawę, że to błąd. A może to złe geny dziecka? A może to wynik złego wychowania?
Po tym, jak wyrzucili córkę z domu, spokojnie wrócili do swoich spraw… Nie wiedzieli, dokąd poszło dziecko. W odpowiedzi na nasze skonsternowane pytania i oburzenie odpowiadali, że zabranie dziecka z domu dziecka nie było najlepszą decyzją, rolę odegrały geny – jej matka mocno piła. Nasze argumenty o ich niewłaściwym wychowaniu pozostały bez echa.
Ojciec ciągle powtarzał, że ją karze. A godzinę później matka spokojnie puszczała ją na kolejną imprezę. A podobnych sytuacji było aż nadto…
A co diabeł wcielony zrobił tej słodkiej, miłej dziewczynie, geny pijanej matki, kiepskie wychowanie przybranych rodziców czy wątpliwe znajomości?
Nie mogłam sobie nawet wyobrazić, że nasi przyjaciele zrobili coś takiego. Gdyby jej wtedy nie adoptowali, opuściłaby sierociniec i dostała przynajmniej mieszkanie.
Gdzie się podziała i gdzie możemy ją znaleźć?
Tak, to są trudne dzieci, poszła złą ścieżką, ale to nie jej wina. Adopcja oznacza wzięcie na siebie wielkiej odpowiedzialności. To nie jest jak kupowanie zabawki w sklepie. A może to był dla nich tylko eksperyment?
P.S. Celowo nie wymieniłam żadnych nazwisk, ale ci, którzy znają tę historię, zrozumieją.
P.P.S. Dziewczyna została znaleziona, przebywała u przyjaciółki. Szuka pracy, pokoju w akademiku i nie planuje powrotu do rodziny. Wszyscy postanowiliśmy ją wesprzeć i pomóc jej stanąć na nogi.
P.P.P.S. Dziewczyna wróciła do swojej rodziny. Jednak nasze rozmowy nie poszły na marne. Rzuciła pracę, spotyka się z psychologiem i studiuje.




