Dla niektórych domowe przetwory to świetny sposób na zaoszczędzenie pieniędzy na drogich przekąskach i warzywach w zimie, a i domowe jedzenie zawsze smakuje lepiej. Niestety , ze względu na ciągłe darowizny mojej teściowej, nie wiem już, co zrobić z tymi wszystkimi dobrociami.
Każdego lata daje nam przetwory. Okazuje się, że to około 50 słoików. Wyrzucam je po prostu do kosza. Kiedyś otwierałam każdy słoik, wylewałam, myłam i oddawałam teściowej. Teraz jest łatwiej. Biorę je, wyrzucam do kosza i po prostu kupuję nowe słoiki w sklepie.
Kiedy przynosimy puste słoiki z powrotem do teściowej, jest bardzo szczęśliwa, a potem przygotowuje nową partię na zimę. Nic jej nie mówię, żeby jej nie urazić. Próbowałam jej zasugerować, że nie jemy wszystkiego. Ani ja, ani mój mąż, ani dzieci. Tłumaczyłam, że to tylko zajmuje miejsce i się psuje. Ale ona udawała, że mnie nie słyszy. Dalej robiła te swoje przetwory. Nie mam siły jej niczego tłumaczyć. Wolę to wyrzucić w milczeniu.
W jej domu od lata do jesieni wszystko jest konserwowane. Czuje się, jakby spełniała marzenie o otwarciu własnej fabryki. Od wiosny do jesieni moja teściowa i jej mąż mieszkają na wsi. Ich jedynym zajęciem jest praca w ogrodzie. Zawsze coś sadzą, kopią, uprawiają. Wszystko im rośnie. Bardzo się cieszę, że im się to podoba. Ale my tego nie potrzebujemy. Ale i tak za każdym razem teściowa dzwoni i prosi, żebym przyjechała i odebrała przetwory.
Próbowałam rozdawać te dary moim przyjaciołom i kolegom. Ale nikt ich nie chce. Wszystko się psuło. Poł piwnicy zajęte przez te wieczne słoiki. Przyniesienie ich z powrotem jest jak zbrodnia, niewybaczalne.
Nie znaleźliśmy w tej sprawie wspólnego języka. Dlatego musimy je wyrzucać. Gdyby mnie słuchała i zrozumiała, nie musiałabym tego robić.
Co byś zrobiła na moim miejscu?




