Urodzić dziecko w wieku czterdziestu siedmiu lat

-Teraz mogę z uśmiechem wspominać wszystko, co się wydarzyło – mówi Teresa, moja czterdziestoośmioletnia klientka, która w zeszłym roku została matką. – Dziki strach, wykręcanie palców i mówienie: “Umrzesz” – to właśnie słyszałam od mojej rodziny i przyjaciół. I, co gorsza, od niekompetentnych lekarzy pracujących w szpitalach.

Wszystko zaczęło się od testu. Nie, wszystko zaczęło się od wakacji na Malediwach. Postanowiliśmy z mężem wybrać się na “wyspę miłości” z okazji naszej srebrnej rocznicy ślubu. O tym, że stanie się ona “wyspą poczęcia owocu tej miłości” nawet nie myśleliśmy. Miałam czterdzieści sześć lat, mój mąż pięćdziesiąt, więc jakie mogliśmy mieć dzieci? Najprawdopodobniej wnuki. Nasza córka niedawno skończyła dwadzieścia lat, spotykała się z przyzwoitym facetem, a ja już mentalnie przymierzałam się do roli szalonej babci całującej pięty swojego wnuka lub wnuczki.

Po powrocie z wakacji miałam opóźnienie od dziesięciu do piętnastu dni. Wszystko przypisywałam nagłej zmianie klimatu (wyjechaliśmy na Malediwy w październiku, a przyjechaliśmy w połowie listopada). Czekałam, ale okres nie przyszedł. Ok, myślę, że to może być spowodowane stresem lub przeziębieniem. Na wszelki wypadek umówiłam się na wizytę w przychodni : uznałam, że to menopauza i nawet trochę się przestraszyłam. Ta przychodnia to obrzydliwe miejsce.

– Och, postanowiła pani przeżyć drugą młodość? – zapytał ze złością lekarz.

– Co się stało?

– Jest pani w ciąży.

Powiedzieć, że byłam zszokowana, to mało powiedziane.

W tym momencie byłam w otępiała , zbyt wiele myśli. Byłam też bardzo chora. Zaczęły płynąć mi łzy: nie wiem, czy to przez jej słowa, czy po prostu przez całą sytuację, której nie planowałam. Postanowiłam, że emocje nie są najlepszym doradcą w podejmowaniu szybkich decyzji.

Usiadłam naprzeciwko niej, uspokoiłam się, a ona wypełniła kartę. Potem przyszedł inny lekarz.

– Przyjdziesz niedługo? , pyta mojego lekarza.

– Pani tutaj jest po urlopie.

– Co się stało? Złapała infekcję od Afroamerykanina?

– Nie, ciążę.

– Oczywiście, matka emerytka – zachichotał lekarz i wyszedł.

Tacy właśnie są nasi lekarze. Gdybym nie czuła się wtedy jak jeż we mgle, zrobiłabym awanturę, ale szczerze mówiąc nie miałam na to siły. To nie był czas na to, chociaż, na dobrą sprawę, powinnam była złożyć skargę.

Wróciłam do domu i płakałam. Powiedziałam o tym córce, ale ona milczała. Widziałam , że nie była szczęśliwa.

Mój mąż natomiast się uśmiechał. Mówił , że dziesięć lat temu powinniśmy byli pomyśleć o drugim dziecku, ale teraz jest dobrze, bo starsze dorosło i niedługo się wyprowadzi, a my zostaniemy sami w dużym domu.
To był koniec radości, a początek ciężkiej toksykozy i niekończącej się walki z opinią publiczną: z bliskich wspierała mnie tylko mama i żona brata, która urodziła pierwsze dziecko w wieku 37 lat. Teściowa, siostry, przyjaciółki – wszystkie zaczęły mnie straszyć śmiercią, powikłaniami i wszelkimi innymi przykrymi konsekwencjami. Zachowywały się tak, jakbym popełniła jakąś straszną zbrodnię!

Przez następne dwa miesiące płakałam i myślałam: “Czy to naprawdę konieczne? Może jeszcze nie jest za późno na aborcję… ” Skreśliłam moją najlepszą przyjaciółkę ze swojego życia po zdaniu: ” Usuń ! Pilnie!!! Po co ci taki ciężar? “.
Co to za przyjaciółka ?

W piątym miesiącu mój mąż zmęczony moimi łzami i telefonami od zstępnych krewnych, którzy prawie pochowali mnie i dziecko, wysłał mnie i moją córkę, która przeszła przez trudne rozstanie z chłopakiem, którego kochała od szkoły, do Niemiec. Tam znalazł dobrą klinikę, lekarza, a ja podczas konsultacji nie czułam się jak przestępca.

Lekarz spojrzał na mnie i uśmiechnął się:

– No, druga dziewczynka. Będzie tak piękna jak jej mama i siostra.

– A jakie jest prawdopodobieństwo zgonu? Zadałam pytanie, które dręczyło mnie od momentu, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży.

– Dlaczego miałoby być? lekarz był szczerze zaskoczony. – Płód leży dobrze, badania są doskonałe. Nie martw się, rodziły po starsze , więc jesteś “dziewczynką”.

Wiesz, w tym momencie to było tak, jakby ciężar został zdjęty z mojej duszy.

A moja córka zaczęła się uśmiechać: bardzo się bała, że umrę podczas porodu (okazało się, że moja siostra ją straszyła).
Ostatnie miesiące ciąży były bardzo spokojne: spokojne spacery, świeże alpejskie powietrze, dobre świeże jedzenie, a nawet trochę naturalnego piwa (lekarz pozwolił na szklankę tygodniowo). Mój mąż przylatywał dwa razy w miesiącu na 4-5 dni, dzwoniąc prawie każdego wieczoru. Moja córka poleciała do domu tylko raz, aby wziąć udział w egzaminie, a zamiast niej odwiedziła mnie żona mojego brata, która bardzo mnie wspierała, gdy po raz pierwszy dowiedziałam się o mojej sytuacji. Nie kontaktowałam się z nikim z moich przyjaciół i krewnych, z wyjątkiem mojej matki. Oszczędzałam nerwy.

24 lipca 2014 r. Luiza urodziła się przez cesarskie cięcie. To był trudny poród, podobnie jak sama ciąża. I oczywiście nie tani. Ale wiesz, patrzę na nią i obwiniam się, że w ogóle myślałam o aborcji…

Rate article
Wyznaj Sekret
Urodzić dziecko w wieku czterdziestu siedmiu lat