Jestem wyczerpana gotowaniem. Mój mąż, jak każdy normalny mężczyzna, uwielbia jeść. Pierwsze, drugie i trzecie danie oraz kompot to nawet nie norma, ale niezbędne minimum. Nawet mi to nie przeszkadza, niech je.
Ale, mój Boże, co może się stać człowiekowi, jeśli zje coś ugotowanego wczoraj? Mój potrzebuje wszystkiego świeżego i prosto z piekarnika. A ja nie jestem ze stali, wracam do domu z pracy i chcę rozprostować nogi i po prostu usiąść i gapić się w ścianę. To moje marzenie….
Nie obchodzi mnie, co jem. Mogę jeść to samo każdego dnia, mogę nie jeść wcale, albo mogę po prostu chwycić coś, co znajdę w lodówce, tak mówi moja mama. Ona jest taka sama ja ja. Tylko mój tata nie skarżył się , jadł to, co mu dano i chwalił to.
Z moim mężem jest inaczej. Jego mama gotowała dla niego, dużo, często i podawała mu jeszcze gorące. Ale to zrozumiałe, mają dobrą, zamożną rodzinę: jego tata jest zastępcą ordynatora w szpitalu i decyduje o wielu rzeczach i odpowiednio zarabia, a jego mama poszła na urlop macierzyński i już na zawsze została w domu. W ich domu panuje idealny porządek, lodówka jest pełna – po prostu bierz, co chcesz.
I oczywiście mojemu mężowi nie podoba się moja monotonia z powodu takiego menu u mamy. Prosi mnie, żebym ugotowała coś innego: to jest nudne, tamto jest nudne – i znowu podchodzę do kuchenki. Nogi już mnie nie trzymają!
Nie wiem, co się stanie, kiedy pójdę na urlop macierzyński. Nie będę miała czasu na nic. Teraz sama kupuję artykuły spożywcze, chociaż nie rozumiem, dlaczego mój mąż nie chce włożyć w to trochę wysiłku. Chcę mu o wszystkim powiedzieć, ale z jakiegoś powodu wciąż się powstrzymuję, boję się go urazić.





