Szef usłyszał, że jego pracownik nie ma pieniędzy, aby kupić jedzenie dla dziecka….
Kilka dni po rozpoczęciu nowej pracy wyszedłem z biura, aby porozmawiać z żoną przez telefon. Nie było to zbyt mile widziane w firmie, ale wykorzystałem przerwę na kawę.
Stopniowo nasza rozmowa przerodziła się w gorącą dyskusję. Moja żona była zdesperowana, ponieważ nasze oszczędności zostały wydane na przeprowadzkę do nowego miasta i wynajem mieszkania, odmówiono jej zaliczki, a moja pensja miała być wypłacona dopiero za dwa tygodnie. Nie mieliśmy pieniędzy na paliwo do mojego auta, ale najgorsze było to, że nie mogliśmy kupić odpowiedniego dietetycznego jedzenia dla naszego małego syna.
Akurat wtedy przechodził szef i poprosił o kluczyki do mojego samochodu, powołując się na pilną sprawę. Obiecał zatankować na koszt firmy. Wyłączyłem telefon i w milczeniu oddałem kluczyki.
Kilka godzin później zwrócił mi kluczyki, a kiedy wsiadłem do auta, znalazłem pięć opakowań pokarmu dla niemowląt na siedzeniu. Strzałka pokazywała pełny bak, a na desce rozdzielczej leżało 500 złotych. Szef powiedział mi, abym potraktował to wszystko jako podwyżkę i poradził, abym nie borykał się sam z problemami, ale dzielił się nimi z nim, aby wszystko mogło zostać szybko rozwiązane.
Po raz pierwszy spotkałem się z takim podejściem kierownika do podwładnych i wyrzuciłem z głowy myśl o szukaniu lepiej płatnej pracy. Relacje w zespole są nie mniej ważne niż wysoka pensja.




