Spotykaliśmy się przez kilka miesięcy, zaczęliśmy mieszkać razem około rok temu. Na początku wszystko było świetnie. Byliśmy pod wpływem emocji związanych z przeprowadzką, tym, że jesteśmy razem i że ten moment w końcu nadszedł. Ale potem przyszła codzienność.
Wracałem do domu z pracy i wiedziałem, że czeka mnie nowa porcja kłótni. Ona nie wiedziała, co jest gdzie, a ja starałem się jej pomóc, jak tylko mogłem.
Z każdym dniem było coraz trudniej. Celowo zostawałem w pracy do późna i obciążałem się pracą. Widziałem, że Marii też było ciężko i nie cieszyła się z tego. Pewnego dnia postanowiłem pójść na spacer, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza, to była długa droga, ale nie chciałem się spieszyć. W pobliżu był park. Było mi bardzo zimno, chłód przeszywał każdą komórkę mojego ciała…. Wróciłem do domu Maria, kazała mi wynieść śmieci i odkurzyć.
Kiedy poprosiłem ją o ugotowanie obiadu, odmówiła. Poszedłem więc zrobić sobie herbaty. Maria nic nie powiedziała, tylko patrzyła na mnie bardzo dziwnie. Więc kontynuowałem to, każdego wieczoru po pracy szedłem na spacer. Trwało to przez kilka miesięcy. I pewnego dnia, kiedy stałem na zebrze , samochód straszne mnie ochlapał woda z kałuży. Kierowcą była kobieta (to wszystko wyjaśnia), która czuła się bardzo niezręcznie i przepraszała 10 razy. Dziewczyna zaproponowała, że zabierze mnie na przejażdżkę, do kina, co chcę? Zgodziłem się.
Pracuje niedaleko mnie. Wymieniliśmy się numerami i podziękowaliśmy sobie za wieczór (to był najlepszy wieczór jaki miałem od dłuższego czasu). Wróciłem do domu, znowu była cisza, a rano, kiedy się obudziłem, Maria spakowała swoje rzeczy i pojechała do swojej matki.
Minęło osiem lat, a Kasia i ja wciąż mieszkamy razem.




