Teraz jestem samotną kobietą, która nie ma już nikogo. Nie mam dzieci, a mój mąż niedawno zmarł. Nie mam z kim dzielić się swoimi problemami i radościami. I naprawdę potrzebuję teraz czyjejś rady.
Mój mąż Maks był starszy ode mnie o 15 lat. Znaliśmy się od dawna. Dobrze znałam jego żonę, która zmarła. Po jakimś czasie zaczęliśmy być razem. Rok później oświadczył mi się i pobraliśmy się.
Mój Maks miał własne mieszkanie. Lata naszego małżeństwa były najszczęśliwszym okresem w moim życiu. Ale szczęście nie trwa wiecznie. Maks czuł się bardzo źle i wydawało się, że coś przeczuwa. Sporządził testament i cały jego majątek przeszedł na mnie. W ostatnich miesiącach jego życia starałam się nie opuszczać go ani na chwilę. Robiłam dla niego wszystko. Ale odszedł na zawsze, zostawiając mnie samą.
Kilka miesięcy później odwiedził mnie jego syn z pierwszego małżeństwa razem z żoną. Rozpoczął niezbyt przyjemną rozmowę:
-Rozwiążmy kwestię dziedziczenia. Musisz sprzedać dom na wsi i mieszkanie i podzielić się ze mną pieniędzmi. Jestem jego jedynym dzieckiem. Co to za niesprawiedliwość?”.
Jego żona również nie milczała. Zaczęła mi mówić, że jestem bardzo dobrze zabezpieczona finansowo. Mieszkam sama w dużym mieszkaniu, a oni wraz z małym dzieckiem muszą biegać po wynajmowanych mieszkaniach.
Wtedy zaczęłam pytać, gdzie byli, kiedy Maks jeszcze żył Dlaczego nie przyszli, nie zadzwonili, nie pomogli? Może gdyby mieli inne podejście, Maks uwzględniłby ich w swoim testamencie. Powiedzieli mi, że to wszystko moja wina. To ja nastawiłam go przeciwko nim.
Nie wiem, co robić. Z jednej strony nie potrzebuję tak dużego mieszkania i wcale nie będzie mi przykro, gdy je sprzedam i podzielę się pieniędzmi. Ale z drugiej strony. To niesprawiedliwe. Od lat nie myślał o ojcu. Co powinnam zrobić?




