Tak długo, jak żyję, zawsze byłam pewna, że jeśli jesteś zapraszana , oznacza to, że jesteś mile widziana. A ostatnio życie pokazało mi, że nie, nie zawsze tak jest. Teraz nie wiem, jak ufać ludziom, wokół jest tyle hipokryzji. Uśmiechają się do ciebie, a obgadują cię za plecami.
Mam starą przyjaciółkę, znamy się od najmłodszych lat. Ja wyszłam za mąż wcześniej, ona później. Ale ja, po 16 latach życia z mężem, rozwiodłam się. A ona wciąż jest mężatką. Chociaż myślałam, że jej małżeństwo nie potrwa długo.
Pamiętam, ile łez przez niego wylała. Zostawiła go kilka razy. Raz, w środku nocy, przyszła do mnie z płaczem – pokłócili się, zastała go w mieszkaniu z inną kobietą.
Ale to wszystko jakoś się uspokoiło. Wydaje się, że z wiekiem stał się bardziej rozsądny. Zawsze byłam po jej stronie. Wspierałam ją, gdy chciała od niego odejść lub odchodziła. Nie osądzałam jej, kiedy do niego wróciła.
W ostatnich latach wszystko całkowicie się uspokoiło.
Moja przyjaciółka często zapraszała mnie do siebie, szczególnie w święta. Nie jestem wielką fanką odwiedzin, zawsze dobrze czuję się w domu. Ale ona ciągle powtarzała:
-Co ty robisz sama w domu w święta, przyjedź do nas, mamy towarzystwo, jest fajnie, jest serdecznie.
I rzeczywiście, czułam się z nimi dobrze. Jej mąż, choć nigdy nie został z nami na dłużej, zawsze był dla mnie uprzejmy i przyjazny.
Gdy ich odwiedzałam, zawsze przynosiłam im prezenty, nigdy nie przychodziłam z pustymi rękami.
Zapraszałam też moją przyjaciółkę do siebie, ale często odmawiała, mówiąc, że ma inne rzeczy do zrobienia i jest zajęta.
Dopiero niedawno odkryłam prawdziwy powód i prawdziwe nastawienie do mnie w domu mojej przyjaciółki.
To były moje urodziny. Postanowiłam świętować w domu, po cichu. I gdzie miałam pójść – ten wirus był wszędzie. Zaprosiłam tylko siostrę i przyjaciółkę. Usiadłyśmy we trójkę, siostra wyszła wcześniej, a ja z przyjaciółką zostałyśmy. Wypiłyśmy kolejną butelkę wina, upiłyśmy się trochę.
Potem jej mąż zadzwonił do niej, żeby wróciła do domu. Tak dobrze się bawiłyśmy, że chciałam, żeby została na noc. Powiedziałam:
-Daj mi telefon, powiem mu, żeby się nie martwił, rano wsadzę cię do taksówki.
Ona mruknęła coś do niego i powiedziała mi, że nie powinnam z nim rozmawiać, bo tylko go bardziej zirytuję.
– Co masz na myśli? zapytałam.
A potem moja przyjaciółka wyjawiła, że okazuje się, że jej mąż nie lubi mnie od dawna i nie jest szczęśliwy, mając mnie w domu, ponieważ jestem rozwiedziona. I nie chce pozwolić swojej żonie na wizyty u mnie. Dlatego rzadko do mnie przychodzi – zabronił jej.
To jest wiadomość!
Okazuje się, że przez cały ten czas nie byłam mile widziana, a ja, głupa, nie podejrzewałam. Dlaczego więc zapraszali mnie do swojego domu?
Moja przyjaciółka przyznała, że zawsze cieszy się, gdy mnie widzi, ale jej mąż nie chce, żebyśmy były przyjaciółkami, ale jeśli mamy się widywać, lepiej robić to u nich w domu pod jego nadzorem.
– Czego on się boi? – zapytałam.
Odpowiedziała, że jej mąż uważa, że zamężna kobieta powinna mieć tylko zamężne znajome. Mężatka i singielka nie mogą mieć wspólnych zainteresowań.
Nie miałam pretensji, ale czułam się bardzo niekomfortowo. Nie spodziewałam się tego. Oczywiście nie pójdę więcej do ich domu. Powiedziałam przyjaciółce, że jeśli chce się ze mną spotkać, może przyjść do mojego domu lub spotkać się ze mną w kawiarni.
Później zastanawiałam się, dlaczego mężczyzna myśli w ten sposób o niezamężnych przyjaciółkach. Widzę tylko jedno logiczne wytłumaczenie – boi się, że jego żona będzie chciała takiego samego wolnego, niezależnego i szczęśliwego życia, jakie ja mam teraz.
Jak myślisz, dlaczego on nie chce, aby jego żona przyjaźniła się ze mną ?





