Mam 54 lata i jestem szczęśliwą osobą. Nie uważam, że jestem staruszką i muszę nosić chustę. Mam męża, wnuki, syna i synową. Tak się złożyło, że mój syn szybko stał się niezależny finansowo. Od dawna nie bierze ode nas pieniędzy. Ale nadal chcę w jakiś sposób mu pomóc. Więc postanowiłam, że zabiorę wnuka do siebie na lato. I staram się wysyłać mojej starszej wnuczce parę złotych miesięcznie, aby mogła żyć wygodnie i mieć na wszystko.
Niedawno zachorowała moja siostra i zamiast nad morze pojechaliśmy z mężem ją odwiedzić. Moja siostra mieszka z tatą. Kiedy ich odwiedzam, staram się jej pomóc jak tylko mogę. Wychowałam się tutaj, czuję się tu dobrze.
I mówiąc zupełnie szczerze, moi przyjaciele i znajomi, którzy zostali na wsi, bardzo mnie rozczarowują. Wszyscy mówią o sobie, że są starzy, że powinni przejść na emeryturę i zestarzeć się w domu. My jesteśmy zupełnie inni od nich. Nie rozumiem ich. No tak, często coś może pójść nie tak. Ale jaki w tym sens?
Po co szukać minusów? I dlaczego nikt nie mówi, że doświadczenie rośnie z wiekiem? Z wiekiem człowiek zdaje sobie sprawę z prawdziwej wartości rzeczy.
Poszłam zobaczyć się z moją przyjaciółką z dzieciństwa, która mieszkała obok. Zobaczyłam, że ma bardzo zaniedbany ogród i chciałam jej pomóc, bo wiedziałam, że jest jej ciężko.
– Nie musisz mi pomagać! – krzyknęła.
Moja siostra od dawna mówiła mi, że moja przyjaciółka bardzo się zmieniła. Kiedyś była miła, uprzejma i przyjazna. A teraz narzeka na swoje życie, na dzieci, na synową. Ciągle wyrządza zło innym ludziom i przynosi tylko negatywne emocje. Zaczęła nawet krzyczeć na swojego wnuka, który pobiegł do ogrodu i zerwał pomidora.
Na początku moja siostra myślała, że dziecko zostało skrzyczane za zjedzenie niemytego jedzenia, ale nie. Babcia krzyczała, bo to były pomidory na przetwory!
Takich przypadków było wiele, a potem syn już nie przywoził wnuka na lato i sam prawie nigdy nie przyjeżdżał. Ciekawe, co sobie pomyślała, gdy zaproponowałam jej pomoc? Że próbuję ukraść pomidora?
Cały czas sprzedaje swoje przetwory, ale tylko wieczorem. W ciągu dnia ma dużo pracy. Ma też dobrą emeryturę, ale skarży się wszystkim w wiosce, że jest chora, a syn w ogóle nie chce jej pomóc. Po co więc żyje?
Myślę, że samotność ma na nią bardzo negatywny wpływ. Nadal mam nadzieję, że kocha swojego syna, po prostu nie pokazuje tego. Dzieci są taką radością. Wnoszą tyle szczęścia do naszego życia.
Zachęcam wszystkich powyżej 40 roku życia, aby nigdy nie nazywali siebie starymi!
Kiedy człowiek jest młody duchem, wszystko jest w porządku. Jak sobie założysz, tak będziesz miał.
Łatwo jest być szczęśliwym! Kochaj swoją rodzinę i siebie!




