Moja teściowa nie kocha ani mnie, ani swojego syna. Doszłam do tego wniosku po 10 latach małżeństwa.
Nie mówię, że nas nienawidzi czy życzy nam źle, ale nas nie zauważa. Dla niej istnieje tylko córka i jej rodzina, a ja i mój mąż jesteśmy nieważni.
Moja mama, choć mieszka bardzo daleko, wspiera mnie i uspokaja, np:
-Widzisz córciu, matki często bardziej kochają wnuki od córek niż od synów, bo ich córka je urodziła, a w przypadku synowej to obce dziecko przyszło na świat.
Nie do końca wierzę w te bzdury, ale to jedyne, co może jakoś wytłumaczyć zachowanie mojej teściowej.
Dodam, że mieszkamy z nią przez całe nasze małżeńskie życie. Wkrótce zamierzamy kupić własne mieszkanie, ale na razie tylko to nam pozostało. Mamy syna, Marka, który ma 5 lat. Teściowa przekonała mnie, że dopóki nie pójdzie do szkoły, powinnam się nim opiekować, bo to tańsze niż zatrudnianie niani. Nie chciała nawet słyszeć o przedszkolu. Sama pracuje trzy dni w tygodniu.
Jej córka mieszka około 10 minut od nas. Jej mąż jest biznesmenem, więc żyje im się całkiem dobrze. Jej córka, która również ma 5 lat, uczęszcza do drogiego przedszkola i na różne zajęcia. Prawdę mówiąc, gdy tylko teściowa na wolne jedzie do wnuczki, aby zaprowadzić ją do przedszkola, czy na dodatkowe zajęcia, a potem spędza z nią cały wieczór na zabawie.
Któregoś dnia rano zrobiłam placek dla męża i syna , a teściowa zaniosła go córce, ponoć mogę upiec jeszcze niejeden, bo mam “mnóstwo czasu “? Oczywiście nie jestem jej córką, która po pracy ma mnóstwo zabiegów w salonach kosmetycznych, a na kolacje chodzi do drogich restauracji.
Wybaczyłabym jej i zapomniała o wszystkim, gdyby nie sposób, w jaki krytykuje naszego syna i chwali wnuczkę. Dzieci są bardzo różne. Niektóre są w czymś dobre od razu, inne potrzebują czasu, ale to nie znaczy, że ktoś jest gorszy. Nie przeszkadza jej to jednak myśleć inaczej.
Często odwiedza nas rodzina, a dzieci bawią się razem. Mój syn umie ładnie prosić, sprząta po sobie, je schludnie i dziękuje, podczas gdy ich córka umie tylko żądać, by coś jej dano/przyniesiono, nie dzieli się z nikim i krzyczy, gdy czegoś jej się nie da.
Na Boże Narodzenie dała im również prezenty na różnych “poziomach”. Mój synek dostał zwykły samochód, chyba najtańszy, a wnuczka piękną lalkę, która potrafi mówić i i ma jeszcze jakieś dodatkowe funkcje. Trzeba ją nawet karmić!
Kiedy prezenty zostały wręczone, poczułam się taka dumna z syna, bo podziękował babci, ucałował ją i pobiegł budować zjeżdżalnię z książek do “jeżdżenia”, a wnuczka powiedziała, że już ma taką lalkę i odłożyła ją na bok, nie patrząc na prezent.
Próbowałam porozmawiać z teściową i dowiedzieć się, dlaczego mój syn został gorzej potraktowany, ale powiedziała, że to wszystko jest w mojej głowie i że ona tak nie robi.
Co mi poradzisz? Mam żyć dalej i udawać, że nic się nie stało, czy walczyć o równą miłość dla wnuków?




