Kasia dała swojemu synowi wszystkie pieniądze, które oszczędzała przez wiele lat i jeszcze w dodatku pożyczyła od ludzi na jego ślub. Miała jedynego syna i chciała zadowolić swoje dziecko. Ale to się nie udało. Kasia nie mogła zrozumieć powodu: nigdy nie miała żadnych sporów z synową, szczerze cieszyła się z małżeństwa syna, nie mieszkała z młodą rodziną ani jednego dnia. Pewnego razu, kiedy rozmawiała przez telefon z matką synowej, dowiedziała się, że dzieci wyjechały za granicę i nic jej nie powiedziały.
– Odkąd dzieci się pobrały, staram się nie zawracać głowy ani synowi, ani synowej, nie chcę być zbyt natrętna! Kasia, emerytka, powiedziała swojej przyjaciółce.
-Nie daję im żadnych rad, nie narzucam żadnych instrukcji! Nawet o tym nie myślę. Dzwonię tylko kilka razy w tygodniu, aby dowiedzieć się, jak radzi sobie radzą, a nawet wtedy jest to obciążenie dla nich, nie zawsze odbierają telefon. To tak, jakby wykonywali jakieś obowiązki przez telefon. “Tak, nie, wszystko w porządku!”. Od mojej synowej nie można wydobyć ani słowa. Nie wiem dlaczego. Nigdy nie zrobiłam jej nic złego, wręcz przeciwnie, cały czas staram się ją we wszystkim zadowolić.
Syn Kasi, Nikodem, ma teraz trzydzieści pięć lat. Ma rodzinę: żonę Weronikę i trzyletnią córkę. Relacje teściowej z synową są uprzejme i neutralne, z lekkim chłodem.
Kasia była zmęczona zastanawianiem się, dlaczego tak jest.
Na początku Kasia szczerze marzyła o zaprzyjaźnieniu się z synową . Zaprosiła młodych do siebie, zastawiła stół i podarowała im wspaniały prezent na ślub – dużą sumę pieniędzy, prawie na pół mieszkania. Wycofała i oddała prawie wszystko, co miała w tamtym czasie, pożyczyła trochę, a potem spłacała to przez lata.
Ale ciepły, przyjacielski związek, o którym marzyła, nie udał się – pomimo jej wysiłków.
– Mówi się, że głupia matka traci syna po ślubie, ale mądra matka znajduje córkę.
-Cóż, muszę być głupia, bo nigdy nie znalazłam córki – wzdycha starsza kobieta – Żona mojego syna ma własną matkę, nie potrzebuje innej. Jej matka wie wszystko. Zgłaszają jej wszystko od razu, ona wie wszystko, co się tam dzieje: co kupili, gdzie pojechali, jakie mają plany. A ja jestem tam jako dodatkowa, niepotrzebna osoba. Jakbym była dla nich obca i tyle.
Kasia wzdycha ponownie.
– W zeszłym tygodniu wbiegłam do domu, myśląc, że muszę do nich zadzwonić, bo od dawna się nie odzywali, tęskniłam za dziećmi i ich dzieckiem. Dzwoniłam do syna raz, dwa, trzy razy – nikt nie odbierał. Zadzwoniłam do synowej – to samo. Spędziłam pół dnia chodząc z telefonem w ręku, wybierając od czasu do czasu, czekając – myślałam, że może zadzwonią do mnie, gdy zobaczą, że dzwoniłam do nich więcej niż raz! Tak się martwiłam, a nikt nawet nie pomyślał, żeby oddzwonić!
– Powinnaś była zadzwonić do jej matki! – radzi znajoma – Ona pewnie wie wszystko o dzieciach
– W końcu to zrobiłam, kiedy byłam już zmęczona czekaniem. Zapytałam- gdzie są nasze dzieci, bo nic nie rozumiem? A ona wyśmiała mnie z takim szyderstwem – w piątek wyleciały do Grecji! Co za matka tego nie wie? A skąd ja mam cokolwiek wiedzieć? Nikt mi ani słowa nie powiedział o żadnej Grecji, tak jak zawsze!
– Naprawdę, nie powiedzieli ani słowa? Jestem bardzo zaskoczona! Pewnie nie wylecieli w jeden dzień i to z dzieckiem! Zaplanowali, omówili wyjazd, spakowali się, kupili bilety i zapomnieli o tobie.
– Nie rozumiem też, dlaczego mi nie powiedzieli To niedorzeczne! Jestem jego matką. Wyjechali w piątek, a w środę rozmawiałam z żoną syna przez telefon, jak zwykle o niczym. Zapytałam ją o weekend, a ona powiedziała mi, że nie będzie ich w domu. Nie zawracałam sobie głowy pytaniem, dlaczego nie. Nigdy nie wiadomo, może pójdą na zakupy albo odwiedzą przyjaciół. I ani słowa o Grecji! Nie, rozumiem. Kim ja jestem, obcą?
– A co z synem?
– Mój syn nie ma dla mnie czasu. Dzwonię do niego, a on jedzie samochodem, jest w pracy, na spotkaniu, albo w ogóle nie może odebrać telefonu. Rozmawiamy szybko, w kilku słowach.
– Rozumiem. To oczywiście smutne, jeśli tak jest.
– I cały czas brzydko wyglądam w oczach matki synowej. Na przykład dowiedziałam się, że jej córka spodziewa się dziecka prawie miesiąc przed porodem. Nie widujemy się codziennie, może raz w miesiącu, jej brzuch był mały, a ja nie przyglądałam się jej uważnie, zawsze ubierała się w sposób, który tego nie pokazywał. Jej matka powiedziała mi coś o wnukach, a ja jej powiedziałem:
-Jakie wnuki, dzieci żyją dla siebie. Oczywiście spojrzała na mnie dziwnie. Powiedziała, za kilka tygodni będzie dziecko! A ja tylko przewróciłam oczami i na tym się skończyło. To było tak nieprzyjemne, że nawet nie potrafię tego wyrazić słowami. Więc żyjemy tak, jakoś nieludzko, czuję się samotna i niechciana, a to najbliższe mi osoby. Można powiedzieć, że są moją jedyną rodziną. A co będzie, jak się zestarzeję i o mnie zapomną? Ale oboje traktują jej matkę z troską i szacunkiem.




