Po tej sytuacji z moimi krewnymi zdałam sobie sprawę, że muszę być bardziej asertywna.

Siedziałam sama przy kuchennym stole, mieszając cukier łyżeczką, rozpuszczając go w herbacie. Obok mnie była tylko klatka z papugą. W głowie mi się kręciło: “Co ja tu robię? Po co się na to wszystko pisałam, po co tu przyjechałam?”
W przestronnym trzypokojowym mieszkaniu mojej ciotki, w sąsiednich pokojach,  życie toczyło się pełną parą, a ja nie miałam z tym nic wspólnego. Ciocia głośno rozmawiała przez telefon ze swoją drugą siostrzenicą i jednocześnie moją kuzynką. Rozmawiała długo, mimo że ta dopiero co rano wyszła. Mieszkają obok, godzinę drogi stąd. Często się widują. W przeciwieństwie do mnie,  mieszkam 1000 km od ciotki i widujemy się raz na pięć lat, a nawet rzadziej.

Mam pociąg za dwie godziny. Ale wydaje się, że nie ma o czym ze mną rozmawiać. Postanowiłam wziąć prysznic przed podróżą, w łazience zastałam bukiety kwiatów. Córka ciotki przejęła inicjatywę, przyniosła wszystkie kwiaty z imprezy, wieczorem wrzuciła bukiety do wanny.
Wróciłam do kuchni i usiadłam przy stole. Wtedy postanowiłam umyć pomidory, które kupiłam wcześniej, chciałam je zabrać do pociągu. Wybrałam te, które były twarde. Umyłam je i położyłam na talerzu do wyschnięcia. Usłyszałam, jak drzwi wejściowe są otwierane kluczem. Otworzyły się i wszedł mój kuzyn, prawnik.

Wszedł do kuchni nie zdejmując butów:

-Cześć. Jestem taki głodny. Och, pomidory!. Zanim zdążyłam mu cokolwiek powiedzieć, wziął jednego z nich nieumytymi rękami.

-Właściwie to są moje pomidory. Wasze są w lodówce, weź stamtąd.

Ale odgryzł już dobrą połowę. Jakby pochodził z głodnej krainy. Nie zdjął butów ani nie umył rąk, po prostu chciał jeść.

Nie powinnam była przyjeżdżać, na początku nie chciałam, ale mnie namówili. Wolałabym zostać w domu i czytać książki przez te dni. Chociaż nie zamierzałam czytać książek, miałam inne plany: kolejna podróż z mężczyzną. Ale musiałam wszystko zmienić.
Przyjechałam tu z powodu urodzin mojej ciotki. Postanowiła świętować w restauracji. Zaproszono wiele osób. Ciotka zaczęła do mnie dzwonić, mówiąc, że zdecydowanie powinnam przyjść. Próbowałam odmówić, powołując się na mój biznes i moje plany, ale moja krewna nie chciała o niczym słyszeć. Jak zwykle teatralnie się rozpłakała i zaczęła wzbudzać litość.
Zaangażowała moją matkę, żeby na mnie wpłynęła. Matka też nie mogła przyjechać, więc przekonała mnie, że naszą rodzinę powinien ktoś reprezentować na jubileuszu. Najwyraźniej ktoś taki jak ja.

Pierwszy dzień spędziłam w drodze. Drugi – na świętowaniu. Trzeci był przeznaczony na odpoczynek, a czwarty na podróż do domu. Od samego początku wszystko szło nie tak. Już w pociągu czułam, że nie czuję się najlepiej. Nagle zrobiło mi się niedobrze.
Rocznica była głośna. Kuzyn ciągle krzyczał i kazał ludziom podnosić kieliszki. Przedstawiał mnie sto razy:

– teraz moja kuzynka wzniesie toast! Wspaniała osoba.

Zdałam sobie sprawę, że to nie skończy się dobrze. Później goście  zaczęli tańczyć i śpiewać.

Obok mnie usiadł jakiś dziwny facet. Przez cały wieczór nie dawał mi spokoju, ciągle coś opowiadając i ciągnąc mnie do tańca. Po imprezie pojechaliśmy do domu mojej cioci. Długo nie mogłam zasnąć, bo ciotka ciągle chciała opowiadać o tym, jak cudowna była ta uroczystość. A rano siedziałam w kuchni jak wyciśnięta cytryna. Chciałam tylko jak najszybciej wrócić do domu.
Moja kuzynka, idąc do łazienki powiedziała do mnie:

-No, jesteś gwiazdą. Uwiodłaś Maksa, a teraz on kłóci się ze swoją dziewczyną. Co za numer. Usiadł ze mną ten dziwny facet, nie miałam pojęcia, że jest z dziewczyną. Znałam tam tylko moją rodzinę.

Kiedy mój kuzyn skończył jeść pomidory, rozmawiał o czymś z ciotką, a potem ona podeszła do mnie.
-Może Sławek zawiezie cię wcześniej na dworzec?

Powiedziałam: “Mogę wziąć taksówkę”.

Nie, nie spodobała im się ta oferta. Musiałam wstać i przygotować się na dworzec dużo wcześniej.
Żegnając się, ciotka wycisnęła żałosną łzę: “Do zobaczenia. Dziękuję za przybycie”.

Przytaknęłam w odpowiedzi i razem ze Sławkiem udaliśmy się na dworzec kolejowy. Na każdych światłach spoglądał na zegarek i łkał. To nie była moja wina, nie prosiłam go, żeby zawiózł mnie na dworzec. Byłoby mi wygodniej w taksówce.

W końcu jestem w domu. Jak tu dobrze. Ale podróż pozostawiła mi tylko nieprzyjemne wspomnienie. Zmarnowałam urlop.  Jestem teraz  przekonana,  że nie muszę poświęcać swoich pragnień, aby kogoś zadowolić. Trzeba nauczyć się być zdrowym egoistą. Spodziewałam się cieplejszego powitania. Ludzkiego. Usiąść i porozmawiać. Nie widzieliśmy się od lat. Po co dzwonią do mnie, a ja później czuję się, jakbym przeszkadzała. Więcej tam nie pójdę

Rate article
Wyznaj Sekret
Po tej sytuacji z moimi krewnymi zdałam sobie sprawę, że muszę być bardziej asertywna.