Nieco ponad trzy lata temu moja nieodłączna przyjaciółka wyszła za mąż po raz trzeci. Byłam bardzo szczęśliwa z powodu mojej bliskiej przyjaciółki, którą znam od ponad 30 lat. Wiele przeszła w swoim życiu i zasłużyła na swojego księcia.
Co więcej, nie był to zwykły książę, ale biały Lexus, z wiejskimi domem i dochodowym biznesem. A biorąc pod uwagę, że moja przyjaciółka Oliwia ma 48 lat, to wydarzenie można uznać za bajkę. “Książę” oczywiście też nie jest młodym mężczyzną, ma 66 lat i przez całe życie był żonaty z kobietą, która niestety zmarła kilka lat temu.
Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jedna rzecz. Moja przyjaciółka szybko zamieniła się w szlachetną damę, a ja i mój mąż zostaliśmy zapisani jako chłopi pańszczyźniani lub, jak to mówią, nędzarze. I to pomimo trzech dekad przyjaźni.
Trochę tła.
Studiowałyśmy z Oliwią w tej samej grupie i w jakiś sposób stałyśmy się sobie bardzo bliskie. Przedstawiłam ją również jej pierwszemu mężowi. Ale jakoś ich związek nie wypalił, ona była dla niego zbyt silna. Drugi mąż Oliwii był bardzo utalentowanym sportowcem, ale to nie przeszkodziło mu w nawiązaniu silnej przyjaźni z alkoholem. I znowu rozwód, i znowu samotność. Oliwia ma dzieci zarówno z pierwszym, jak i drugim mężem.
I wtedy w jej życiu pojawił się kolejny mężczyzna. Ale był żonaty. To był dla niej koszmar i Oliwia wylała wiele łez. Straciła przez niego około 10 lat. Trudno to sobie wyobrazić, prawda? I tak Oliwia czekała, aż jej ukochany się rozwiedzie. Niestety, gdy się rozwiódł ożenił się z młodą koleżanką z pracy. Kiedy Oliwia się o tym dowiedziała, z trudem wyciągnęłam ją z długotrwałej depresji. Razem z mężem wspieraliśmy naszą przyjaciółkę, jak tylko mogliśmy. Dobrze rozumiałam, jak trudno było jej znosić samotność.
A teraz, po całym tym cierpieniu. Pojawił się on. Wspaniały, zamożny mężczyzna, który zobaczył ją na negocjacjach (pracuje jako tłumacz dla firmy) i chciał ją poznać. Zaprosił ją do restauracji na kolację, potem znowu. A prawie miesiąc później oświadczył się, ponieważ, jak jej powiedział: “Po co tracić czas, i tak nie mamy go zbyt wiele”.
W ten sposób moja przyjaciółka w jednej chwili znalazła się w szczęśliwym życiu, z kochającym mężczyzną. Oczywiście natychmiast przeprowadziła się do jego posiadłości, on pomógł jej dzieciom z pracą i mieszkaniem. Jego jedyna dorosła córka mieszka w Londynie prawie od czasów szkolnych, więc nie ma wokół siebie nikogo poza obsługą.
Odwiedziliśmy ich z mężem. Oczywiście to bajka. Trzypiętrowa rezydencja, kino domowe, basen. Mąż dał jej samochód w prezencie ślubnym. Moja przyjaciółka podpisała intercyzę, ale myślę, że to normalne, ludzie nie są młodzi.
Na początku była w niesamowitej euforii. Dzwoniła do mnie rano i szlochała do słuchawki ze szczęścia. Przyjeżdżałam do niej, pływałyśmy w basenie, chodziłyśmy na zakupy z kartą, którą dał jej mąż. Nie, oczywiście, wszystko kupowałam za własne pieniądze, ale miło było po prostu pójść na zakupy i zjeść lunch w kawiarni. Wcześniej Oliwii nawet na to nie było stać. Myślała tylko o tym, jak zarobić więcej pieniędzy, bo przecież trzeba pomagać dzieciom, układać im życie.
Ale stopniowo zaczęłam zauważać, że jej komunikacja ze mną ma dziwny posmak. Na początku myślałam, że to tylko moja wyobraźnia. Ale potem zdałam sobie sprawę, że tak nie jest. Potrafiła zadzwonić do mnie do pracy i poprosić o odebranie zamówienia w butiku, ponieważ nie chciała jechać do miasta z rezydencji.
Pewnego dnia zadzwoniła do mnie z dziwną prośbą. Poprosiła, żebym przywiozła jej do domu pizzę. Zdziwiłam się, bo przecież mogła bez problemu zamówić dostawę. Powiedziała, że nie chce, aby obcy przychodzili do jej domu. Powiedziała też, że chce mi zrobić niespodziankę, dając mi niechciane ubrania.
Był też nieprzyjemny incydent, gdy świętowaliśmy urodziny Oliwii w jej rezydencji. Świetnie się bawiliśmy, zostaliśmy zaproszeni na noc. Jak się jednak okazało, w dużym domu z trzema piętrami nie było dla nas miejsca, więc noc spędziliśmy w letnim domku dla służby.
Ale było coś innego, co mnie “zabiło”. Była taka sytuacja, kiedy bardzo potrzebowałam jej pomocy w finansach. Kupowaliśmy samochód i tak się złożyło, że nie mogliśmy wypłacić pieniędzy z konta na kaucję. Zadzwoniłam do Oliwii, żeby pożyczyć potrzebną kwotę na dwa dni. Powiedziała mi bez ogródek: “nie mam czasu, przykro mi”.
Czyli przez wiele lat porzucałam wszystkie swoje sprawy i rodzinę, by wysłuchiwać jej “smarków” na pierwszy telefon po kolejnej zdradzie małżeńskiej, poświęcając 3-4 godziny czasu, a gdy potrzebowałam pilnej pomocy, która nie wymagała od niej specjalnych poświęceń, ona nie mogła.
Nie oddzwoniłam wtedy do niej. Oddzwoniła do mnie następnego dnia i niegrzecznym tonem z lekką pogardą zapytała:
-No, czego chciałaś, pospiesz się, mój mąż zaraz tu będzie.
Oczywiście niczego już nie chciałam, pieniądze pożyczyliśmy gdzie indziej. Poprosiłam, żeby więcej do mnie nie dzwoniła. Ale zadzwoniła. Jakiś rok później. Krzyczała i płakała do telefonu tak bardzo, że myślałam, że ktoś umarł.
Ale nie, to było bardziej trywialne, mąż z jakiegoś powodu wyrzucił naszą Oliwię za drzwi, a Kopciuszek wrócił do swojej szafy. Teraz, oczywiście, naprawdę potrzebowała pomocy mojego męża i mojej. Ale powiedziałam jej szczerze: to koniec…
I wiesz, co mnie najbardziej uderzyło w tej sytuacji? Nie, nie zachowanie mojej przyjaciółki. Byłam zszokowana, że przez 30 lat nie widziałam w ukochanej osobie absolutnie obrzydliwej osoby, która najwyraźniej była o mnie szalenie zazdrosna – o moje relacje z mężem, rodziną i szczęśliwymi dziećmi. A gdy tylko nadeszła chwila, z radością próbowała zemścić się na mnie za wszystkie swoje dawne żale. Chociaż przez te wszystkie lata byłam z nią szczera i pomagałam jej w każdy możliwy sposób. A teraz boleśnie żałuję tych godzin, dni, lat, które spędziłam z tą kobietą.
Nie wiem, co się z nią teraz dzieje. Słyszałam tylko od wspólnego znajomego, że zgodnie z umową małżeńską były zabrał jej wszystko, w tym samochód, który jej dał.
Czy miałaś w życiu momenty, w których zawiodłaś się na swoich przyjaciołach?




