Magda była dziś bardziej smutna niż kiedykolwiek wcześniej. Był już koniec dnia pracy. Kołysała się na falach własnych uczuć, które nagle ją ogarnęły. Doświadczyła tego po raz pierwszy w życiu i było to jednocześnie słodkie i gorzkie.
To były dziwne myśli, które przychodziły jej do głowy, gdy myślała o nowej szefowej działu, która pojawiła się dziś jak wicher – pierwsze spotkanie z zespołem, przedstawienie wszystkich. I to wszystko – jak wicher. A Magda wciąż siedziała na krześle, nie mogąc dojść do siebie.
Wciąż nie była w pełni świadoma tego, co wydarzyło się dwie godziny temu, ale wiedziała na pewno, że w jej życie wkroczyło coś nowego, czego nie dało się wyjaśnić słowami. I to coś zawładnęło nią bez jej zgody.
****
Umówili się na spotkanie w kawiarni. Rozmowa między nimi była łatwa, jakby byli starymi przyjaciółmi. Dziewczyna zdała sobie sprawę, że się zakochała i straciła głowę. Nie miała dokąd uciec od swoich uczuć. Teraz martwiła ją inna myśl: “Co dalej?”.
Słodkie chwile zawsze szybko mijają. Minęło sześć miesięcy, odkąd zaczęli się spotykać. Wiktor zaczął nalegać na małżeństwo, ale dziewczyna, ku jego zaskoczeniu, milczała.
* ***
Nie było już czasu na przeciąganie sprawy i Magda postanowiła się przyznać. Kiedy miała dziewięć lat, poważnie zachorowała na gruźlicę. Lekarze nie dawali jej nadziei na życie, ale wbrew wszelkim przeciwnościom przeżyła. Potem otrzymała smutną diagnozę – nie miała szans na dziecko.
Wiktor wysłuchał jej historii w milczeniu. Delikatnie dotknął dłonią jej policzka.
-Kochanie, rozumiesz, że nie mogę bez ciebie żyć – spojrzał jej w oczy.
Przejechała palcami po jego dłoni i oparła policzek o jego szeroką klatkę piersiową.
A jednak to wciąż prześladuje Magdę. Mieszkają razem już od roku. Zdecydowanie jest z nim szczęśliwa. Jednak czasami tęskni za dźwiękiem dzieci. Kobieta przyznała to tylko przed sobą, patrząc na dzieci na podwórku. Ostatnio zaczęła śnić o małych rączkach, takich delikatnych, małych, jak płatki kwiatów. Te dłonie po prostu zaczęły ją prześladować, a ona nie mogła się oprzeć:
-Wiktor, weźmy dziecko z sierocińca.
Mężczyzna spojrzał na nią przeciągle:
-Nie uwierzysz… Myślałem o tym od dawna… Po prostu bałem ci się powiedzieć.
****
Jej mały synek ma teraz cztery lata, a jego siostra gaworzy w języku, który rozumie tylko ona. Ma teraz dwójkę dzieci. Magda uśmiecha się do siebie – jest szczęśliwa.
-Spójrz, Wiktorze, na nasze dzieci. Są do siebie takie podobne, jak rodzina.
-Oboje mają niebieskie oczy, takie jak twoje – zgodził się jej mąż, pomagając założyć synowi buty.
Delikatne wiosenne słońce wyciągnęło wszystkich na spacer.




