Nie poznałam osobiście głównego bohatera tej wzruszającej historii, puszystego czarnego kota Mruczka. Znam za to jego właścicieli, od których dowiedziałam się o tych wydarzeniach, które bardziej przypominają mi bajkę.
Pewien młody człowiek mieszkał w mieście. Jego rodzice wyjechali za granicę, zostawiając synowi małe mieszkanie. Kiedy był jeszcze nieżonaty, studiował, marzył o morzu, o dalekich krajach i opowiadał o swoich marzeniach swojemu najlepszemu przyjacielowi, kotu Mruczkowi. Był idealnym słuchaczem: nie przerywał, nie zadawał zbędnych pytań, nie kłócił się, ale po prostu słuchał.
Słuchał uważnie, z głową lekko przechyloną na bok i nigdy nie pozwalał sobie na drzemkę podczas długich “rozmów od serca do serca”; krótko mówiąc, łączyła ich silna męska przyjaźń i absolutne pokrewieństwo dusz. Wczesnym rankiem, po obfitym śniadaniu, wychodzili razem z domu: chłopak na studia, kot na spacer. Mruczek był dobrze znany na swoim rodzimym podwórku, inne koty się go bały, dzieci go uwielbiały, a babcie, gdy go spotkały, natychmiast zaglądały do torby – odłamując kawałek chleba lub kiełbasy. Nawet dozorca pomrukiwał z aprobatą, gdy widział, jak Mruczek pędzi w stronę swojego właściciela, ledwo dostrzegając go w zaułku, i wskakuje mu na ramię.
Razem jedli kolację, pili herbatę, dzielili się wydarzeniami dnia i omawiali plany na jutro. Czasem oczywiście któreś z nich nie spędzało nocy lub dwóch w domu, ale oboje podchodzili do takich sytuacji ze zrozumieniem – są młodzi, mogą zaszaleć. Częściej jednak kładli się na kanapie w swoich ramionach i oglądali ciekawy film, a nawet jeśli Mruczek przypadkiem zasnął, wiedział, że rano jego właściciel na pewno opowie mu, jak skończyła się ta historia.
Ale im bliżej było do końca studiów, tym częściej chłopakowi biło serce na myśl o zbliżającej się podróży i tym bardziej bolała go dusza: co zrobić z Mruczkiem?
-Może pojedziesz do ciotki na wieś? Tam jest ładnie, dużo miejsca, myszy, świeże mleko?.
-Nie – kot potrząsnął czarno-białą nakrapianą głową – wieś to domena starych ludzi, a ja jestem jeszcze młody i przystojny.
Właściciel zastanawiał się więc, gdzie umieścić swojego wiernego przyjaciela na czas podróży.
-A nad czym tu się zastanawiać? mrugnął Mruczek swoimi żółto-zielonymi oczami, popływam z tobą. Sam mówiłeś, że na statkach są różne zwierzęta, a ja nie jestem gorszy.
-Mruczek, to nie jest jak leżenie na kanapie w domu, morze może być bardzo niebezpieczne!
-To, co jest dobre dla ciebie, będzie dobre dla mnie. Ty i ja dzielimy się mięsem i słodyczami, a teraz podzielimy się solą morską. Nie mogę bez ciebie żyć, mistrzu! Nie możemy bez siebie żyć!!!
Zgodnie z planem, tak zrobili. Kot został marynarzem.
Na początku nie było to łatwe dla nich obu. Kot z przyzwyczajenia lizał zakrwawione modzele na rękach swojego właściciela, wypierając z duszy niepokój i tęsknotę. A kiedy podczas pierwszej burzy nie wytrzymał nerwowo i wczepił się pazurami w szyję właściciela, usłyszał spokojny, ale stanowczy głos:
-Mruczek, jesteśmy mężczyznami, urodziliśmy się, by być silni. A tchórzostwo jest losem słabych.
Kot zaczął się uspokajać i rozluźniać swój “uścisk”, a następnie zanurkował głową pod koc, aby nikt nie zobaczył haniebnych przejawów jego słabości. Ale stopniowo, polegając na wzajemnym wsparciu, przyzwyczaili się do tego i wkrótce nie wyobrażali sobie życia bez morza.
Kot żeglował kilka razy i zawsze był ulubieńcem zespołu. Nie był wybredny, jeśli chodzi o jedzenie – jadł to, co mu podano, a załatwiał się tylko w wyznaczonym miejscu. W pracy nie wchodził pod nogi, a w odpoczynku był niezastąpiony: potrafił się wygłupiać i bawić, a w razie potrzeby wysłuchać rewelacji innych ludzi i uspokoić ich swoją ciepłą kocią duszą. Nigdy nie żebrał o smakołyki, ale jeśli ktoś rzucił mu smaczny kąsek, nigdy nie odmawiał, więc wszyscy kochali Mruczka – od najmłodszego kadeta po kapitana.
Z czasem stał się prawdziwym podróżnikiem. Gdy statek przybijał na chwilę do portu, kot schodził na ląd i odkrywał nowe miejsca. Był tak bystry i zdyscyplinowany, że nawet wracał na statek przed innymi .
W ten sposób dwaj najlepsi przyjaciele wiedli wspaniałe życie. Wracali do domu, odpoczywali, a potem znów wypływali. Żyli cudownie, ale….. Płynęli do Bombaju w Indiach. Wszystko wydawało się iść jak zwykle i nic nie zapowiadało kłopotów. Ale kiedy statek miał odpłynąć do domu, kot nie wrócił na statek. Wszyscy byli zdenerwowani, czekali tak długo, jak tylko mogli, ale kot nie wrócił. Cała załoga była bardzo zdenerwowana, wszyscy próbowali wesprzeć właściciela zaginionego kota, ale pogrążony w żałobie chłopak powtarzał tylko jedno:
-Czy nie rozumiecie, że jeśli on nie wraca, to stało mu się coś złego?.
Kiedy chłopak wrócił do domu, bał się tylko jednej rzeczy. Usłyszeć od sąsiadów znajome zdanie:
-Wrócili nasi marynarze.
Spuścił głowę i w milczeniu podszedł do wejścia. Wszyscy sąsiedzi zdali sobie sprawę, że stało się coś złego. Nikt nie próbował o nic pytać, tylko w milczeniu kiwali głową. Trzeba było widzieć, jak opustoszało mieszkanie.
Ale tacy właśnie jesteśmy i takie jest życie. Musimy przetrwać wszystko. Życie nie stoi w miejscu, więc facet nadal pływał, próbując zagłuszyć ból samotności .
Minęły dwa lata. Facet wracał z kolejnego rejsu i spotkał swojego sąsiada w pobliżu domu, który skinął mu głową i powiedział:
-Pospiesz się, czekają tam na ciebie ważni goście.
Nie miał pojęcia, że za kilka minut na jego ramię wskoczy znajoma i kochana czarna kulka.
-Mruczek?! Facet nie mógł uwierzyć własnym oczom. Tak, to był Mruczek! Wychudzony, brudny, bez jednego ucha!
Jego podróż była niezwykle trudna i długa. Osiem krajów, ponad 7 tysięcy kilometrów, dwa lata podróży, które całkowicie go wyczerpały. Ale dusza Mruczka pozostała tak samo oddana swojemu właścicielowi jak zawsze. Długo ocierał się o brodę chłopaka, łapczywie ją lizał i patrzył w jego kochane oczy.
Dwie godziny później, dobrze nakarmiony i wykąpany, leżał na kanapie i wciąż patrzył na swojego właściciela.
-Czy to naprawdę ty! Naprawdę do mnie wróciłeś?
-Oczywiście, że wróciłem. Sam to powiedziałeś – jesteśmy mężczyznami, jesteśmy silni. A zdrada to los słabych. Nie pytaj mnie, dlaczego nie wróciłem na statek, co czułem, gdy zdałem sobie sprawę, że jestem sam, przez co przeszedłem przez te dwa lata, jak znalazłem drogę do domu. Nic z tego nie ma znaczenia. Ważne jest to, że wiedziałem, że na mnie czekasz, więc po prostu szedłem i szedłem, czekając na ten moment – kiedy znów będziemy razem.
Po jakimś czasie facet ożenił się, a kiedy nadszedł czas wypłynięcia, żeglarzowi towarzyszyły dwie najbliższe jego sercu osoby – żona i najlepszy przyjaciel.
Niesamowita historia, prawda? Czy masz jakieś zwierzaki?




