To co zobaczyłam z okna , było szokujące.
Bohaterka, matka , mieszkająca kilka pięter wyżej, urodziła czwarte dziecko. Parkuje więc samochód przy wejściu, wyjmuje z bagażnika wózek i zaczyna wkładać do niego torby ze sklepu spożywczego. W międzyczasie dwójka jej dzieci, dziewczynki (w wieku około 6 i 9 lat), wysiada z tylnego siedzenia.
Matka, po załadowaniu wózka torbami, podaje go starszej dziewczynce i wyjmuje dziecko z samochodu. Wszyscy kierują się w stronę wejścia.
W pewnym momencie dziewczynka traci kontrolę nad wózkiem i …. wózek przewraca się, rozsypując zawartość jednej z paczek. Mama krzyczy na całe podwórko:
– Po co cię urodziłam? Urodziłam cię, żebyś mi pomagała! A ty co robisz?
– Pomagam ci… córka rozpłakała się.
– Czy to jest twoja pomoc? matka krzyczała dalej, wskazując na przewrócony wózek. W tym samym czasie dwukrotnie kopnęła artykuły spożywcze, tak że poleciały jeszcze dalej.
Następnie jedną ręką postawiła wózek, poprawiła torby i trzymając dziecko w jednej ręce, a drugą pchając wózek, ruszyła do wejścia krzycząc:
– Nie wracaj do domu, dopóki wszystkiego nie pozbierasz!
Dziewczynka zaczęła zbierać zakupy, a następnie poszła do domu.
Inna sąsiadka powiedziała, że słyszała, jak mama krzyczała na jedno z dzieci, grożąc:
-Chcesz znowu spać całą noc na korytarzu?
Bardzo współczuję dzieciom. Co zrobić w takiej sytuacji? Napisać gdzieś? Czy to ma sens?




