Kiedy wprowadziłam się do męża, myślałam, że będę się tam źle czuła , bo jego rodzina i reszta mieszkańców okolicy to ludzie zamożni, którzy coś w życiu osiągnęli, albo tacy, którzy żyli na koszt tych pierwszych. Ja do nich nie należałam. Jednak od razu udało mi się znaleźć wspólny język z Anną i jej córką Sarą. Jak się okazało, nie wszystko w ich rodzinie było takie słodkie.
Anna była bardzo miła, nie wywyższała się, mimo że sama prowadziła kawiarnię. Sara była podobna do swojej matki, nawet pod względem osobowości. Dobrze dogadywałyśmy się z Anną , ponieważ miałyśmy wiele wspólnych zainteresowań. Z Sarą łączyło mnie to, że nasze dzieci były prawie w tym samym wieku i razem odprowadzałyśmy je do i z przedszkola.
Sara nie miała męża. Jakoś tak się stało, ale wcale jej to nie przeszkadzało. Podziwiała i kochała swojego syna ponad wszystko i ciągle szukała kogoś, kto mógłby zostać ojcem dla chłopca.
Sara zaczęła coraz bardziej angażować się w szukanie męża, a Anna musiała wychowywać jej syna. Poszukiwania nie poszły na marne i wkrótce Sara urodziła dziewczynkę, którą ponownie musiała wychowywać babcia.
Potem mój mąż i ja musieliśmy się przeprowadzić i nie widziałam żadnej z tych kobiet przez długi czas. 3 lata później spotkałam Annę. Powiedziała mi, że potem Sara znów zaszła w ciążę, tym razem Anna była wściekła i powiedziała:
-Nie! To dziecko nie będzie mieszkać w tym domu! Nie chcę go!.
Przez długi czas nie mogłam zrozumieć, jak babcia może tak mówić o własnym wnuku. Miała już dwoje wnucząt. Dlaczego więc chciała tamtych dzieci, a tego?
Potem postanowiliśmy z mężem dowiedzieć się, jaki los spotkał to dziecko. Szczerze mówiąc, chcieliśmy je adoptować. Ale zrobiono to przed nami.




