Moje pierwsze spotkanie z dziadkiem miało miejsce po stracie rodziców. Miałam pięć lat, byłam w przedszkolu, a moi rodzice poszli coś załatwić. Nie chcę o tym mówić, powiem tylko, że tego dnia straciłam rodziców. Dziadka wcześniej nie znałam, ojciec pokłócił się z nim na długo przed moimi narodzinami. Moja babcia przez długi czas miała nadzieję, że jej syn i mąż się pogodzą, ale nigdy tego nie doczekała, zachorowała, położyła się do łóżka i wkrótce po cichu odeszła.
Dziadek został sam w ogromnym wiejskim domu. Wybudował go dla licznej rodziny, ale nie wyszło, jego jedyny syn chciał mieszkać osobno, pokłócili się o to. Dziadek przyjechał, jak tylko dowiedział się o moich rodzicach. Mieszkałam u sąsiadki, nie wiem dlaczego, ale kuratorium nie zabrało mnie od razu do domu dziecka, więc przez jakiś czas mieszkałam u cioci Marii. Była bardzo zaprzyjaźniona z naszą rodziną i chętnie by mnie przygarnęła.
Ale wtedy przyjechał mój dziadek. Był wysokim, siwowłosym facetem z gęstą brodą, ja wyglądałam przy nim jak wróbel. Był milczący i ponury, ale z jakiegoś powodu od razu poczułam w nim pokrewną duszę, wcale się go nie bałam, a on pozwolił mi wspiąć się na kolana i pogłaskać jego puszystą brodę.
Ciocia Maria dobrze go znała, znali się, ale dawno się nie widzieli. Kiedy pili herbatę w kuchni, wysłano mnie do zabawy w pokoju, ale byłam ciekawskim dzieckiem i po prostu słuchałam ich rozmowy, stojąc na korytarzu. Mój dziadek powiedział , że nie pozwoli swojemu wnuczce mieszkać w sierocińcu, że w jego domu jest wystarczająco dużo miejsca dla mnie.
Ciocia Maria słuchała go, ale wątpiła, że dziadek weźmie dziewczynkę, byłam jeszcze mała, z chłopcem w podobnym wieku może być łatwiej. Rozmawiali przez długi czas, usiadłam na dywanie przed drzwiami i nie zauważyłam, jak zasnęłam. Obudziłam się niesiona na rękach, otworzyłam oczy i zobaczyłam brodę dziadka okrywającą mnie jak koc. Położył mnie do łóżka i zamknął drzwi do sypialni.
Następnego dnia szykowaliśmy się do wyjazdu. Dziadek zabierał mnie ze sobą na wieś. Ciocia Maria jęczała i biadoliła, że będzie miała kłopoty za oddanie dziewczynki, ale dziadek ją uspokoił i w końcu wyjechaliśmy.
Pod nieobecność dziadka domem opiekowała się sąsiadka, miejscowa nauczycielka. Dziadek poinformował ją o naszym przyjeździe i dom był gotowy na przyjęcie małego dziecka. Przygotowano dla mnie osobny pokój z nowym łóżeczkiem i mnóstwem zabawek. Na stole czekał na nas pyszny placek i mleko, co prawda ciocia Maria nie wypuściła nas bez śniadania, ale byliśmy głodni. Po przyjeździe dziadek opowiedział Wiktorii wszystkie szczegóły, długo o czymś rozmawiali i nauczycielka poszła do domu niezbyt zadowolona.
Dla mnie zaczęły się wesołe, beztroskie dni. Oczywiście tęskniłam za mamą i tatą, ale ze względu na mój wiek nie potrafiłam w pełni przeżyć rozmiaru żałoby, więc spędzałam czas na grach i zabawie. Dziadek otaczał mnie miłością i troską, wszystko robiliśmy razem. Karmiliśmy kury, chodziliśmy na łąki po krowę, zbieraliśmy trawę dla gęsi i prosiąt.
Czasami dziadek gdzieś wyjeżdżał, a ja zostawałam z sąsiadką Wiktorią i czytałyśmy książki, rysowałyśmy i zbierałyśmy jagody. Dziadek wracał zły i znowu odbywał długie rozmowy z Wiktorią. Teraz zdaję sobie sprawę, że dziadek chodził do urzędów, próbując mnie odzyskać. Ale zawsze dostawał odmowę – był stary, samotny, bez żony.
Po ostatnim wyjeździe dziadek był szczególnie zły. Następnego dnia pod dom podjechał samochód, wysiadły z niego trzy kobiety w surowych garniturach i po wielu kłótniach zabrały mnie od dziadka i zawiozły do sierocińca. Całą drogę płakałam, prosząc, by zabrały mnie z powrotem do dziadka.
Zostałam umieszczona w młodszej grupie. Cały dzień siedziałam w kącie, odmawiałam jedzenia, tylko piłam. Opiekunki były dla mnie bardzo miłe, ale przed oczami miałam dziadka, naszą kozę , łąkę stokrotek, jagodowe polany, na które chodziłyśmy z Wiktorią. Tęskniłam za dziadkiem nawet bardziej niż za rodzicami. Żyłam jak w delirium, mało rozumiałam, mało mówiłam, nie zwracałam uwagi na zabawy i dzieci.
Być może byłam wyjątkowym dzieckiem i wcześnie zrozumiałam, czego chcę. Ale wszystko przemija i chociaż moja dusza była w wiosce, powoli zaczęłam przyzwyczajać się do życia z dala od dziadka. Myślałam, że o mnie zapomniał, skoro tak długo po mnie nie przychodził. Jak się później dowiedziałam, dziadek trafił do szpitala i leczył się przez kilka miesięcy. Wiktoria odwiedzała mnie od czasu do czasu, ale ja wychodziłam i milczałam, myślałam, że nikt mnie nie chce.
Stałam się cicha i bezradna, robiłam, co mi kazano, ale jak robot, bez chęci i bez zainteresowania. Tak minęło sześć miesięcy. I wtedy przyjechała po mnie Wiktoria. Byliśmy na spacerze, kiedy ją zobaczyłam i zakręciło mi się w głowie od emocji, które mnie ogarnęły. Z jakiegoś powodu zdałam sobie sprawę, że jej przybycie zmieni moje życie.
Jak się później okazało, Wiktoria była daleką krewną mojego dziadka, a po moim wyjeździe udała się do urzędów, chciała się mną zaopiekować. Dlatego nie mogła mnie tak często odwiedzać. Miała pracę, rodzinę, a wolny czas spędzała na chodzeniu po urzędach, zbieraniu dokumentów, udowadnianiu czegoś komuś, proszeniu o coś i w końcu dopięła swego.
W sierocińcu nigdy nie widzieli tak radosnej osoby! Byłam gotowa uściskać każdego – miłe opiekunki, dzieci, nawet te kobiety w surowych garsonkach. Chciałam stać się ptakiem, by móc odlecieć do mojego domu, który był teraz na zawsze mój! Wydawało mi się, że samochód nie jedzie, ale czołga się jak żółw , w końcu niebiańskie moce zlitowały się nade mną. Zasnęłam!
Obudziłam się, gdy samochód się zatrzymał. Staliśmy przed domem mojego dziadka, a ja nie mogłam w to uwierzyć. Wybiegłam z samochodu, wskoczyłam do domu i zobaczyłam dziadka siedzącego na stołku na środku pokoju. Z podekscytowania nie mógł nawet wstać, by wyjść do bramy. Ręce mu się trzęsły. Bardzo schudł, ale Wiktoria powiedziała, że razem szybko postawimy go na nogi.
Podbiegłam do niego, przytuliłam go i wtuliłam twarz w jego brodę. Kiedy podniosłam wzrok, po raz pierwszy zobaczyłam dorosłego, siwowłosego mężczyznę płaczącego. Łzy spływały po jego brodzie i znikały w niej, wytarłam jego brodę rękami i powiedziałam mu, żeby nie moczył brody, bo inaczej nie będę miała się za czym schować, kiedy znów zaniesie mnie do łóżka. W końcu go rozśmieszyłam! Nie mogłam usiedzieć w miejscu, musiałam sprawdzać wszystkich – wszystkich! Musiałam dać wszystkim znać, że wróciłam i zostanę tu na zawsze!




