Niedawno zdecydowałam, że nie będę już opiekować się wnukami. Mam ich dwoje, w wieku 6 i 8 lat.
Urodziłam córkę, gdy miałam 20 lat i wychowywałam ją zupełnie sama. Nie korzystałam z pomocy matki ani nikogo innego. Niedawno skończyłam 55 lat i nadal pracuję. Mój mąż choruje, więc żyjemy z jego renty i mojej niewielkiej pensji.
W pierwszych latach, kiedy urodziły się moje wnuki, codziennie do nich biegałam i im pomagałam. Ale teraz mam coraz mniej sił. Nie mam już siły i zdrowia, aby codziennie nosić jedzenie córce ( wcześniej chciałam jej ułatwić życie , mogła się skupić na dzieciach i nie musiała gotować ). Nie mogę tez tak często wychodzić na spacer z wnukami.
Kilka miesięcy temu zdałam sobie sprawę, że jestem ciągle zmęczona. W dodatku nikt nie zauważa mojej pomocy. Nie słyszę nawet zwykłego “dziękuję”.
Te przemyślenia naszły mnie, gdy pewnego dnia zobaczyłam teściową mojej córki. Przychodzi do nich tylko w wielkie święta. Przyszła, dała mi drogie prezenty, usiadła przy gotowym stole i wszyscy byli szczęśliwi, ona też. Wszyscy traktują ją z wielkim szacunkiem. Bo ona pracuje, nie ma czasu. A co ze mną? Ja też pracuję. Tylko nikt tego nie zauważa.
Postanowiłam więc, że zrobię to samo. Przynajmniej na starość chcę żyć dla siebie. Zrelaksować się wieczorem w domu i tyle. Chcę spokojnie obejrzeć film z mężem.
Niestety moja córka mnie nie wspiera. Nie rozumie, dlaczego nie pomagam jej tak bardzo jak kiedyś. Cóż, co można zrobić? Szkoda, że teraz moja córka uważa mnie za złą babcię.
Co o tym sądzisz?




