Ci, którzy mają dzieci, z pewnością mnie zrozumieją. Nasze pociechy bardzo szybko rosną, więc mamy wiele rzeczy, których już nie używamy. Szkoda nam je wyrzucać, a więc z czasem gromadzi się ich cała sterta, której nie mamy gdzie trzymać.
Wiele matek zaczyna sprzedawać je w Internecie lub oddawać do sklepów z rzeczami używanymi. Prawdopodobnie też bym tak zrobiła, ale mieszkam na wsi i nie mogę jechać do miasta za każdym razem, gdy kupujący chce obejrzeć towar. Postanowiłam więc, że oddam te dziecięce ubranka za darmo.
Zrobiłem zdjęcia niektórych z nich i zamieściłem ogłoszenie w Internecie, że jestem gotowa oddać część z nich za darmo tym, którzy ich potrzebują. Zaznaczyłam również, że osoba zainteresowana będzie sama musiała przyjechać do wioski, aby odebrać rzeczy. Podałam swój numer telefonu komórkowego, ale nie sądziłam, że ktoś się do mnie odezwie w ciągu kilku godzin.
Zadzwoniła do mnie kobieta o bardzo miłym głosie, która zapytała gdzie ma przyjechać. Zapytałam ją, ile ma dzieci, odpowiedziała, że pięcioro. Bez wahania podałam swój adres, wiedząc, że utrzymanie piątki dzieci nie jest w dzisiejszych czasach łatwym zadaniem.
Umówiłyśmy się na spotkanie w centrum wioski i od razu zdziwiło mnie to, że kobieta przyjechała drogim samochodem. Nie wyglądała na osobę, która potrzebuje rzeczy dla dzieci. Nawet się ze mną nie witając, zaczęła mnie wypytywać o różne rzeczy. Nie miało dla mnie znaczenia, komu daję rzeczy, ale zadałam jej pytanie, które mnie dręczyło. Zapytałam ją, dlaczego chce te rzeczy. Niegrzecznie odpowiedziała, że to nie moja sprawa i że nie powinnam zadawać zbędnych pytań, bo się spieszy.
Byłam bardzo oburzona jej lekceważącą postawą i postanowiłam przypomnieć jej treść mojego ogłoszenia, w którym wyraźnie stwierdziłam, że oddam przedmioty tylko osobie, która naprawdę ich potrzebuje. Kobieta nadal mówiła do mnie niegrzecznym tonem i stwierdziła, że nie będzie mi opowiadać o swoim trudnym życiu. I że powinnam oddać jej te rzeczy, ponieważ przyjechała do mnie na wieś i zmarnowała swój czas.
Czułam się z tym bardzo niekomfortowo, ale nie chciałam wdawać się w konflikt i postanowiłam oddać jej rzeczy. Okazało się, że była to tylko bezsensowna rozmowa, która mnie zdenerwowała. W domu mąż zaczął mnie wypytywać, co się stało i dlaczego jestem taka smutna. Opowiedziałam mu tę historię, a on był oburzony. Powiedział, że nie odpuści i że sam się wszystkiego dowie.
Kilka dni później powiedział mi, że umieścił podobne ogłoszenie w Internecie i czekał, aż ta sama kobieta do niego zadzwoni. I dokładnie tak się stało. Przyjechała tego samego dnia. A on spakował dwie wielkie torby ze śmieciami i szmatami.
Akcja mojego męża mnie rozśmieszyła i przez długi czas wyobrażałam sobie reakcję tej pani, kiedy otworzyła paczkę. Myśleliśmy, że będzie do nas dzwonić i przeklinać, ale nic z tych rzeczy.
Po tej historii zdecydowałam, że następnym razem oddam wszystkie rzeczy do sierocińca, gdzie na pewno znajdą dla nich odpowiednie zastosowanie.




