Mój mąż i ja przyszliśmy odwiedzić jego matkę, a ona powiedziała, że nie może nas poczęstować niczym innym niż herbatą . Mój mąż natychmiast ją uspokoił i powiedział, że nie przyszliśmy jeść, tylko posiedzieć i porozmawiać. Mama odpowiedziała, że bardzo się cieszy, że nas widzi, ponieważ nie robimy tego zbyt często.
– Jak się ma moje dziecko? – powiedziała teściowa, zwracając się do wnuka.
-Urósł. Jak twoje zdrowie? Wszystko w porządku?
-Z małym wszystko dobrze.
Mój mąż i ja nie przyjeżdżamy do teściowej zbyt często, ze względu na brak czasu. Oboje z mężem prawie zawsze jesteśmy w pracy, nasz syn ma 4 lata, a kredyt hipoteczny nas dobija. A teściowa , szczerze mówiąc, też nie przyjeżdża często, inaczej wiedziałaby, że nasze dziecko dopiero niedawno zostało wypisane ze szpitala.
Do niedawna teściowa była bardzo częstym gościem w naszym domu, przychodziła z reguły wieczorem i zawsze bez zaproszenia.
Powodów odwiedzin było wiele. Na przykład przechodziła obok i postanowiła wejść. Jednocześnie nieustannie zadawała pytania typu:
-Wyprasowałaś pranie? Nie? Zapomniałaś je wykrochmalić? Jak tak można!
Albo coś w tym stylu:
– Umyłaś naczynia? Dlaczego od razu po umyciu ich nie wycierasz?
Pewnego dnia moja cierpliwość się wyczerpała i postanowiłam powiedzieć o wszystkim mężowi. Mieszkamy osobno, za całe gospodarstwo domowe odpowiadam ja i sama myślę, jak i co robić. Nie powinna też przychodzić do nas bez zapowiedzi!
Najwyraźniej mój mąż powiedział o wszystkim teściowej, a ona przestała do nas wpadać. Nie przyjeżdżała przez jakieś pół roku, co jakiś czas wysyłała ogniste pozdrowienia przez telefon. Dopiero po narodzinach mojego syna zaczęła czasami przyjeżdżać, ale dzwoniła i uprzedzała mnie o tym z wyprzedzeniem.
– Dlaczego dałaś mu zmiksowane warzywa na obiad? Co będzie jadł na kolację? Poza tym nie musi nosić tych pieluch w ciągu dnia, wystarczy, że używa ich w nocy. Butelka powinna być zawsze gotowana przez co najmniej 20 minut.
Oczywiście starałam się udawać, że słucham i wszystko pamiętam. Wkrótce przestała nas odwiedzać, bo jej najmłodsza córka wyszła za mąż. Jej zięć miał jednopokojowe mieszkanie, ale teściowa zrobiła wielki gest i pozwoliła im zamieszkać w swoim dwupokojowym mieszkaniu, a sama przeprowadziła się do mieszkania zięcia. Ponadto, mój mąż i ja wkrótce wzięliśmy kredyt hipoteczny i przeprowadziliśmy się jeszcze dalej od jego matki.
Życie toczyło się swoim torem. Nie mogłam zbyt wiele pracować, ponieważ często byłam na zwolnieniu lekarskim z powodu regularnych chorób mojego dziecka. W weekendy mój mąż dorabiał naprawiając samochody. Tak się złożyło, że pewnego dnia mieliśmy „okienko” a dziecko nie było chore.
– Chodźmy na spacer, zakupy i odwiedźmy mamę.
Szczerze mówiąc, do ostatniej chwili starałam się unikać wizyt u jego mamy.
Siedzimy, pijemy herbatę!
– Zaraz wracam – mój mąż nagle gdzieś poszedł. Nie było go przez co najmniej 30 minut, po czym pojawił się ze słodyczami i owocami.
– Po co na to wszystko marnować pieniądze – powiedziała jego mama.
Postanowiłam pójść do kuchni, pokroić ciasto i umyć owoce. Postanowiłam zostawić resztę jedzenia dla mamy, otworzyłam lodówkę i zobaczyłam dziwny obrazek.
Ryba, kiełbasa, ciasto i jeszcze trochę innych rzeczy.
Jak się okazało, spodziewała się wizyty córki i zięcia, a my przyjechaliśmy niespodziewanie. Gdyby postawiła to nam na stole, nie miałaby czym ich poczęstować!
Oto historia teściowej i synowej. Co o tym wszystkim myślisz?




