Mieliśmy z mężem wspólne marzenie. Kupić lub wybudować dom na wsi, gdzie nie ma żadnych samochodów, tylko my i nasz spokój. Pracowaliśmy nad naszym marzeniem przez 5 lat i mogliśmy wprowadzić się do własnego domu, gdy nasz syn skończył 8 lat. Moja teściowa cierpi na ataki astmy, więc przeprowadziliśmy się tam wraz z rodzicami męża. Nie bardzo chciałam, ale mąż mnie błagał – warunki dla jego mamy są tam idealne. Zgodziłam się.
Teściowa bardzo mi pomagała. Sprzątała, gotowała, odrabiała lekcje z moim synem i pracowała w ogrodzie. Prawie nigdy się nie kłóciliśmy. Oprócz astmy cierpiała na wiele innych chorób, więc nigdy o nic jej nie prosiłam ani za nic nie beształam. Wręcz przeciwnie, starałam się ją wspierać i rozumieć. Nauczyłam się robić zastrzyki i podłączać kroplówki. Żyliśmy tak przez kilka lat, a potem ataki ustąpiły. Stawy nie były już w stanie zapalnym, a jej ciśnienie krwi ustabilizowało się. Lekarze stwierdzili, że jej stan jest całkowicie zadowalający i stabilny.
Zaczęła sadzić drzewa, krzewy, warzywa i zioła na działce. Spędzała dużo czasu w ogrodzie. A nasz syn był tam z nią każdego dnia. Pewnego weekendu mój mąż i ja również byliśmy z nimi w ogrodzie. Mój mąż robił swoje, mój syn wspinał się na drzewa, a moja teściowa robiła coś w ogrodzie. Nie podobało jej się, że mój syn wspina się na drzewa. Zaczęła na niego krzyczeć, żeby szybko zszedł, bo złamie drzewo. Mój syn nie spieszył się z zejściem.
Wtedy moja teściowa zaczęła krzyczeć na mnie, kogo ja wychowałam, dlaczego nie słucha starszych i nie robi , co mu się każe. A potem wykrzyczała zdanie, które mnie zszokowało.
-Twój syn wyrasta na przestępcę, a ty nic nie widzisz!.
Zrobiło mi się bardzo przykro. Dlaczego przestępca? Bo wspina się na drzewa? A kto w dzieciństwie nie wspinał się na drzewa?
Ten temat został później zamknięty i więcej o nim nie rozmawialiśmy. Aż zdarzyła się następująca sytuacja. Przyszła do mnie podczas gotowania i zaczęła opowiadać, że zaginęła jej emerytura i była pewna, że to mój syn ją ukradł. Zaczęłam ją przekonywać, że to niemożliwe. Mój mąż i ja zawsze trzymamy pieniądze w widocznym miejscu i nigdy nic nam nie zginęło.
Pokłóciłyśmy się o tę sytuację. Udowadniała mi, że ma rację i że wychowałam przestępcę. Byłam pewna, że mój syn nigdy nie dotknął jej pieniędzy. I dlaczego miałby to robić? Zawsze dajemy tyle, o ile prosi. Nawet nie pytamy po co. Pozwalamy mu uczyć się zarządzania własnymi pieniędzmi od najmłodszych lat.
Moja teściowa codziennie krzyczała i rzucała oskarżeniami, dopóki nie znalazła swojej emerytury w szufladzie. Na tym się skończyło. Ale od kilku dni myślę, że nadszedł czas, abyśmy zamieszkali sami. Nie wiem, jak to powiedzieć. Prawdopodobnie bardzo się na mnie obrazi. Ale jestem pewna, że tak będzie najlepiej. Mój mąż jest tego samego zdania.
Co byś zrobiła na moim miejscu?




