Mój mąż i ja kilka lat oszczędzaliśmy na nasze mieszkanie. Dosłownie odkładaliśmy każdy grosz. Mąż wyjechał za granicę do pracy, a ja pracowałam na dwa etaty, próbując połączyć to ze studiami podyplomowymi.
W końcu nasze marzenie się spełniło. Osiągnęliśmy nasz cel – zaoszczędziliśmy wystarczająco dużo pieniędzy, aby kupić małe mieszkanie, a nawet je wyremontować. Nie mieliśmy jednak wystarczająco dużo pieniędzy, aby zapłacić za robociznę. Musieliśmy więc sami wykonać wszystkie naprawy. W to mieszkanie zainwestowaliśmy nie tylko wszystkie nasze oszczędności, ale także nasze serca.
Kiedy remont został zakończony, mąż zasugerował zaproszenie krewnych na parapetówkę. Teściowa i siostra mojego męża chętnie przyjęły zaproszenie, ale niestety moi rodzice nie mogli przyjechać.
W wyznaczonym dniu zaczęłam przygotowania jak nigdy dotąd. Nakryłam stół, wysprzątałam mieszkanie do perfekcji, a nawet przygotowałam drobny upominek dla małej Dorotki, siostrzenicy mojego męża. I nie chodzi o to, że nie mogłam się doczekać pochwał, ale kiedy zamiast podziękowań za gościnę musiałam przez cały wieczór wysłuchiwać krytyki, że kurczak był twardy, a puree ziemniaczane zbyt mdłe, było to szalenie frustrujące.
Jednak z godnością przyjęłam uszczypliwości teściowej i nawet nie dałam po sobie poznać, że jest mi przykro. Wszystko skończyłoby się cicho i spokojnie, gdyby matka mojego męża nie zaczęła żartować na temat wprowadzenia się do nas.
-A co, jeśli zamieszkam z wami? Może moja synowa w końcu nauczy się dobrze gotować pod moim okiem- powiedziała, po czym zaczęła wyliczać wszystkie zalety przeprowadzki do nas.
W pewnym momencie stało się dla mnie jasne, że sprawa robi się poważna i jeśli nie zainterweniuję, mój mąż naprawdę zaprosi swoją matkę do mieszkania z nami. Nie mogłam na to pozwolić. Nie mogłabym znieść takiego życia i powiedziałam to wprost, przerywając paplaninę teściowej.
Teściowa stwierdziła, że nie mam nic do gadania, bo jej syn zarobił większość pieniędzy na to mieszkanie. Przypomniałam jej, że oprócz pieniędzy, włożyłam wiele wysiłku w remont tego mieszkania. W rezultacie wdałyśmy się w małą słowną sprzeczkę, po której goście wyszli. Mój mąż jest na mnie zły za obrażanie jego matki. A ja jestem zła na niego, że nie stanął w mojej obronie. Nie wiem, co będzie dalej, ale jestem w stu procentach pewna, że mam rację. Nie będę więc osobą, która pierwsza przeprosi.




