Urodziłam się i wychowałam w małym miasteczku. Dorastałam razem z moją przyjaciółką Sarą. Była bardzo piękna i inteligentna. Kiedy miałyśmy po 16 lat, miała swojego pierwszego chłopaka. W ogóle nie rozumiałam tego związku. Jak na standardy naszej miejscowości, jej chłopak Franek pochodził z bardzo zamożnej rodziny, był kilka lat starszy i studiował na jednym z najbardziej prestiżowych uniwersytetów. Przyjeżdżał do domu w czasie wakacji, ferii i świąt. Ich związek sprowadzał się do tego, że kazał Sarze siedzieć w domu, a sam wychodził do klubów i kawiarni ze znajomymi. Ich rodzice byli ze sobą zaprzyjaźnieni. Zawsze mówili, że jak tylko Sara skończy szkołę, będą mieli wielkie wesele.
Sara była naprawdę bardzo inteligentna, zawsze dobrze radziła sobie w szkole. Nauczyciele wróżyli jej świetlaną przyszłość i błyskotliwą karierę w wielkim mieście. Ale jej matka miała zupełnie inne plany na jej życie. Uważała, że Sara powinna jak najszybciej wyjść za mąż za Franka. I wtedy jej życie się ułoży.
Do dziś o tym myślę i dziwię się, że można mieć takie plany wobec 16-letniej córki. Ilekroć przychodziłam do domu Sary, jej matka odsyłała mnie do domu, żeby Sara mogła spędzać czas z Frankiem, a nie ze mną. Nie pozwalała jej wychodzić z koleżankami. Nie rozumiałam: co z tego, że ma chłopaka? Czy naprawdę według matki musiała zapomnieć o wszystkich swoich przyjaciołach? Sara stopniowo zaczęła wierzyć, że jej życie będzie lepsze, jeśli wyjdzie za bogatego Franka. Zaczęła się inaczej zachowywać w stosunku do nas, a my przestaliśmy się do niej odzywać.
Później przeprowadziliśmy się z rodzicami do innego miasta i nasze drogi zupełnie się rozeszły. Co roku słyszeliśmy nowe plotki, że Sara urodziła kolejne dziecko. Nie wyjechała nigdzie na studia, i tak jak marzyła jej matka, wyszła za mąż zaraz po maturze. W wieku 19 lat urodziła swoje pierwsze dziecko. Ja również wyszłam za mąż w tym czasie. Również za zamożnego mężczyznę… obcokrajowca. Pewnego razu pojechaliśmy do miasteczka, aby odwiedzić moich dziadków. Szliśmy główną ulicą i rozmawialiśmy po angielsku. Prawdopodobnie nikt w naszej mieścinie nigdy wcześniej nie słyszał ludzi mówiących po angielsku, więc wszyscy wskazywali na nas, szeptali i byli bardzo zaskoczeni. Wiedziałam, że tak będzie, więc nie zwracałam na to uwagi. I wtedy zawołał mnie znajomy głos. Sara! Bardzo się ucieszyłam na jej widok, zaczęłyśmy rozmawiać , powiedziała mi, że ma już pięcioro dzieci, pracuje w sklepie i rozwiodła się z Frankiem. Wyjechał w nieznanym kierunku, gdy urodziło się czwarte dziecko. Przez pierwszy rok po ślubie teściowa opowiadała wszystkim, że ma taką wspaniałą synową. A teraz całkowicie się jej wyparła. W ogóle jej nie pomaga, ani finansowo, ani żeby posiedzieć z dziećmi. Po Sarze było widać, że jej życie było dalekie od słodkiego. A potem powiedziała mi.
-Wiesz, moja córka kończy szkołę za kilka lat. Zawsze myślę i martwię się o jej szczęście w życiu, chcę żeby poślubiła bogatego mężczyznę.
Och, Sara. Życie niczego cię nie nauczyło…. – pomyślałam.




