Historia o tym, jak sprzedawczyni zrujnowała mi dzień wyboru sukni ślubnej i sam ślub.

Chcę podzielić się z wami moją historią o tym, jak sprzedawczyni zrujnowała dzień, w którym wybierałam suknię ślubną i dzień ślubu. Mieszkam w małym miasteczku i jest tu zwyczaj, że kilkoro krewnych wybiera suknię panny młodej i garnitur pana młodego. Nie miałam nic przeciwko temu, więc razem z mamą,  siostrą i kuzynką pojechałyśmy do dużego miasta, aby wybrać suknię.

Przyjechałyśmy do miasta i spędziłyśmy cały dzień na zakupach i szukaniu tej upragnionej sukienki. W mojej głowie narysowałam już idealną opcję dla siebie. Musiała być bardzo  prosta, śnieżnobiała i bez zbędnych ozdób. Po odwiedzeniu prawie wszystkich planowanych sklepów zdałam sobie sprawę, że jeśli nie znajdę dziś nic pięknego, jutro będziemy musieli udać się do innego miasta. Nie chciałam jednak wracać do domu z pustymi rękami. A  na mojej liście zaplanowanych salonów pozostał tylko jeden.

Po przybyciu pod adres wskazany na stronie internetowej, weszliśmy z nadzieją na udany zakup. Ale gdy tylko przekroczyłem próg salonu, sprzedawczyni spojrzała na mnie i powiedziała:

-Niech pani nie marnuje czasu, nic dla pani nie mamy. Na początku nie bardzo rozumiałam, o co jej chodzi.

Moją pierwszą myślą było to, że nie ma nic dla mojego wzrostu. Ponieważ jestem dość niska, a obcasy niewiele  pomagają w tej sytuacji. Ale nie. Sprzedawczyni miała na myśli moje krągłości. Kiedy rozpoczęłyśmy rozmowę, powiedziała mi tak:

-Pani po prostu nie zmieści się w żadną z naszych sukienek.

Jak wyobrażasz sobie powiedzenie tego pannie młodej, która już jest zdenerwowana? W tamtym momencie chciałam zapaść się pod ziemię. Szczerze. Miałam wtedy 22 lata i ogarnął mnie ten sam młodzieńczy maksymalizm. W głowie miałam już ciągłe myśli o odchudzaniu. Przed ślubem ograniczyłam się drastycznie. Nawiasem mówiąc, mam 164 , a moja waga wynosiła wtedy 56-57. Tak, nie byłam chuda, ale nie uważałam się też za grubaskę. Chciałam tylko schudnąć do ślubu, żeby być w idealnej formie.

Oprócz diety miałam wiele innych nierozwiązanych problemów. Ślub był za tydzień, a ja nie miałam jeszcze sukienki. W tym momencie chciało mi się płakać. Moje nerwy już dawały o sobie znać. Postanowiłam zignorować słowa sprzedawczyni i sprawdzić, czy jest coś, co mogłoby mi się spodobać. Byłam pewna, że każda sukienka, która mi się spodoba, będzie na mnie pasować. Zdecydowałam się na jedną opcję, która naprawdę mi się podobała. Była sznurowana z tyłu, trzeba było ja tylko trochę poszerzyć. Więc zostawiłyśmy ją w salonie i mieliśmy ją odebrać za kilka dni.

Czasu było mało, ale ponieważ znalazłam tylko 1 sukienkę, która mi się podobała, nie miałam wyboru.
Nadszedł dzień, w którym miałam odebrać sukienkę. Powiedzieć, że byłam zdenerwowana, to mało powiedziane. Sukienka była tak bardzo zniszczona, że byłam zdesperowana. Zamiast poszerzenia w talii, sukienka miała po prostu jakieś duże zagniecenie.

Wszyliśmy tam kwiat, którego nie powinno tam być. I szczerze mówiąc, teraz patrzę na te zdjęcia i zdaję sobie sprawę, że wyglądało to po prostu okropnie. Chociaż salon zdecydował się dać mi buty w ramach przeprosin, wiem, że nie uratowało to mojego wyglądu w dniu ślubu.

Czy kiedykolwiek miałaś sytuację, w której wszystko poszło nie tak? Zwłaszcza w dniu własnego ślubu?

Rate article
Wyznaj Sekret
Historia o tym, jak sprzedawczyni zrujnowała mi dzień wyboru sukni ślubnej i sam ślub.