Dopóki mój syn Adam nie skończył 26 lat, mieszkaliśmy razem. Czasami przyprowadzał do domu dziewczyny. Kilka razy było nawet blisko ślubu, ale ostatecznie kończyło się rozstaniem. Adam zawsze chciał silnego i poważnego związku. Ale z jakiegoś powodu mu się to nie udawało.
Jego ostatnia dziewczyna powiedziała mu wprost, że nie wprowadzi się do mężczyzny, który wciąż mieszka z matką. Uraziło mnie to. Nigdy nie ingerowałam w życie mojego syna. I nie rozumiem, dlaczego miałby wynajmować mieszkanie, skoro mieszkamy w trzech pokojach?
Ale sprawa była pilna i trzeba było coś zrobić. Rozumiałam, że dziewczyna nie chce wiązać swojego życia z maminsynkiem. Ale on taki nie jest. Ponieważ mój syn nie mógł ułożyć sobie życia z tego powodu, postanowiłam przeprowadzić się na wieś.
Minął rok od mojej przeprowadzki. W tym czasie mój syn zdążył się ożenić, a teraz oczekują swojego pierwszego dziecka. Termin porodu przypada na koniec lutego, więc postanowiłam odwiedzić ich po Nowym Roku i pomóc im przygotować się na przyjście dziecka na świat.
Postanowiłam przyjechać tuż przed Bożym Narodzeniem, aby móc być z dziećmi w święta i chciałam zostać na dłużej. Okazało się jednak, że dzieci wcale się mnie nie spodziewały. Mój syn powiedział już w drzwiach, że nie ma mnie gdzie umieścić, ponieważ wkrótce ma przyjechać jego teściowa i już uzgodnili, że zostanie , aby ułatwić córce poradzenie sobie ze wszystkim.
Zamiast mi podziękować, po prostu mnie wyrzucili i mnie pożegnali. Wcześniej dzieci poczęstowały mnie herbatą i nawet zapytały, jak się czuję. Potem odesłali mnie w pośpiechu, bym zdążyła na ostatni autobus na wieś.
Od tamtej pory nawet do nich nie zadzwoniłam. Nikt nigdy nie pomyślał, żeby przeprosić. Zawsze robiłam wszystko dla syna. I moja przeprowadzka też była dla niego. Czy po tym wszystkim nie zasługuję chociaż na jedne święta w roku?




