Kiedy powiedziałem moim bliskim o mojej miłości do przyszłej żony i o naszym szczęściu, wszyscy dość wiekowi już członkowie mojej rodziny powiedzieli mi, że nasza miłość przepadnie w codziennym życiu. Rozmawialiśmy o tym z żoną wiele razy i doszliśmy do wniosku, że rozwiążemy ten problem, kiedy się pojawi.
Minęło sporo czasu. Wciąż byliśmy razem, zajęci pracą, sprzątaniem i wychowywaniem dzieci i czegoś zawsze nam brakowało.
Pewnego weekendu postanowiliśmy więc z żoną zrobić pizzę. Ona zrobiła ciasto, a ja powoli kroiłem wszystkie składniki i rozmawialiśmy o cenie jedzenia, czy też cenie pizzy w restauracjach. Ogólnie nic specjalnego.
Potem poszedłem na górę, powiesiłem girlandy w kuchni i włączyłem świąteczną muzykę. Przypomniałem sobie o drogim winie, które dostałem wcześniej na urodziny.
– Wino do pizzy? Mówisz poważnie? – zapytała z uśmiechem moja żona.
– Nie, nie do pizzy. Napijmy się podczas jej robienia. Do procesu i muzyki, że tak powiem – odpowiedziałem.
Podczas pieczenia pizzy piliśmy i rozmawialiśmy z żoną. Z każdym łykiem wina rozmowy stawały się coraz ciekawsze. Potem zaczęliśmy tańczyć. Było jeszcze lepiej.
Nie do końca rozumiałem, czy nasza miłość została pochłonięta przez codzienność, czy dopiero się zaczyna, ale moja żona i ja wiemy na pewno, że można wyrazić miłość podczas wykonywania codziennych obowiązków i zrobić święto ze zwykłego dnia!




