Kiedyś odbierałam poród młodej kobiety. Najpierw przeczytałam jej dokumentację medyczną. Wynikało z niej, że to jej pierwsza ciąża. Weszłam na oddział i zdałam sobie sprawę, że znam twarz tej kobiety, ale nie pamiętam, gdzie ją widziałam. Zaczęłam ją badać i widziałam, że jej szyjka macicy przypomina szyjkę macicy kobiety, która urodziła już wcześniej dziecko:
– Czy to pani pierwszy poród?
– Nie – odpowiada młoda kobieta – nie pierwszy.
– Dlaczego w dokumentach jest napisane, że to pierwszy poród? – zastanawiam się.
– Oddałam moje pierwsze dziecko. Pamięta pani, jak urodziłam dziecko, a potem pani przekonywała mnie, żebym je zatrzymała? – wyjaśnia, jakby nic się nie stało. I dodaje wesoło:
– A ja wciąż odmawiałam. Teraz wyszłam za mąż i postanowiłam mieć dziecko.
– I nie przeszkadza pani, że pierwsze dziecko błąka się gdzieś po sierocińcach? – pytam.
– Nie, nie przeszkadza – uśmiecha się.
Jestem w szoku. Dziewczyna jest dla mnie, delikatnie mówiąc, nieprzyjemna. A ja muszę z nią pracować.
I pamiętam, jak inna, ale już starsza kobieta rodziła swoje trzecie dziecko na naszym oddziale.
Przyszła do nas tuż przed porodem i od razu zwrócono mi uwagę, że nie była wcześniej u lekarza z tą ciążą. Kiedy zaczął się poród i główka dziecka wyszła na zewnątrz, szybko próbowała usiąść. Wiesz dlaczego? Aby zmiażdżyć dziecko…
Lekarz chwycił ją i krzyknął ostro, a “mama” krzyknęła w odpowiedzi: “Nienawidzę go, nie potrzebuję go!” A w jej oczach była taka nienawiść! Oczywiste jest, że zaraz po urodzeniu to dziecko zostało sierotą z żywą matką.
Anna opowiada o dziecięcych tragediach, których była świadkiem w pracy, jakby były jej własnymi. Słuchając jej, myślę o nietrwałości naszego życia. W końcu pierwszą lekcją życia, jakiej uczy się takie dziecko, jest lekcja nienawiści i braku odpowiedzialności. Jak może żyć z poczuciem bycia porzuconym?
Ale nie wszystko w naszym życiu jest beznadziejne. Na szczęście czasami nawet smutne historie kończą się dobrze.




