Mam 21 lat, mój narzeczony Filip ma 22 lata. Poznaliśmy się na uczelni, zaczęliśmy rozmawiać, a potem umawiać się na randki. W Sylwestra Filip mi się oświadczył, a ja zgodziłam się za niego wyjść.
Zdecydowaliśmy, że ślub i nasze przyszłe życie powinniśmy zorganizować bez pomocy rodziców. Co więcej, od roku mieszkamy sami w wynajętym mieszkaniu. Moi rodzice często pomagają nam finansowo, mieszkają na wsi i im też nie jest łatwo.
Po powrocie z wakacji postanowiliśmy pojechać do mamy Filipa. Okazało się, że po raz kolejny próbowała ułożyć sobie życie osobiste z jakimś mężczyzną i nie spodziewała się naszej wizyty. Wróciliśmy do domu.
Po tygodniu odwiedziła nas mama Filipa. Kiedy dowiedziała się, że chcemy się pobrać, natychmiast zaczęła mówić, że jest za wcześnie, by Filip o tym myślał. Wciąż powinien pomagać finansowo matce, a nie zakładać własną rodzinę. Najpierw powinien zdobyć dobrą i stabilną pracę, potem pomóc matce , a dopiero potem może myśleć o rodzinie. Nie zapomniała przypomnieć nam o naszych wakacjach, które kosztowały tyle pieniędzy, a my wydaliśmy je tak bezmyślnie. Mogliśmy przeznaczyć te pieniądze na naprawę dachu w jej domu, bo przecieka od kilku lat.
Filip powiedział mi później, że jego matka pokłada w nim wielkie nadzieje. Mówi, że powinien w pełni ją utrzymywać, ponieważ to ona go wychowała. A co ze mną? Dlaczego nie mogę poślubić osoby, którą kocham? I co powstrzymuje jego matkę przed pójściem do pracy?
Jej wizyta prawie zakończyła się kłótnią, ponieważ matka Filipa powiedziała, że nie da nam błogosławieństwa.
Co powinnam teraz zrobić?




