-Powinnaś mniej rozpieszczać swoje dzieci i zająć się sobą i własnym hobby!– słyszałam to od mojej rodziny cały czas, ale skutecznie to ignorowałam, bo wierzyłam, że nie ma nic złego w tym, że tak bardzo je kocham.
Teraz kończę 70 lat i nie widziałem moich dzieci od dłuższego czasu, a powiedzenie “nie będzie miał ci kto podać szklanki wody” stało się dla mnie powszechne. Teraz przemyślałam swoje działania i doszłam do pewnych wniosków, którymi chcę się z Wami podzielić.
Moja córka miała 5 lat, a syn 8, kiedy zmarł mój mąż, ich ojciec. Nie mogłam rozpaczać, bo na moich drobnych barkach spoczywała odpowiedzialność za dwójkę dzieci. Pracowałam na dwa etaty i w razie potrzeby zostawiałam dzieci z dziadkami. Dzieci dorastały, a każde z ich pragnień spełniałam, ponieważ wierzyłam, że tylko w ten sposób mogę wyleczyć ich rany po stracie ojca.
Moje dzieci dorosły, pojawiły się ich dzieci. Starałam się poświęcać wiele uwagi moim wnukom. Na pierwszy telefon od jednego z moich dzieci, biegłam opiekować się wnukami i bawić się z nimi, podczas gdy moje dzieci były na wakacjach, na imprezie, na zakupach…. Ale pewnego dnia obudziłam się i poczułam, że nie mogę ruszać nogami. Miałam szczęście, że w pobliżu miałam telefon i zadzwoniłam do moich dzieci, ale one powiedziały mi, że nie mają czasu, by przyjechać i zobaczyć, co mi jest.
Nie miałam innego wyjścia, jak zadzwonić po karetkę, co też zrobiłam. Kiedy zabrali mnie do szpitala i wykonali wszystkie niezbędne badania i prześwietlenia, okazało się, że mam zakrzepy krwi, które mogą pęknąć w każdej chwili, jeśli będę nadal prowadzić taki sam tryb życia.
Dwa dni później moje dzieci w końcu przyszły mnie zobaczyć, a kiedy powiedziałam im, co się stało, oboje byli zakłopotani.
–Mamo, nie zrozum mnie źle, ale nie mogę zabrać cię do siebie, nie mam dla ciebie dodatkowego pokoju i nie mogę umieścić cię razem z moim synem, ponieważ przygotowuje się do egzaminów – powiedziała moja córka i westchnęła, gdy spojrzałam na syna.
– Mamo, moja sytuacja nie jest łatwiejsza, moja żona jest chora i muszę zająć się nią i dziećmi, nie jestem pewien, czy będę miał dla ciebie czas – odpowiedział.
Byłam zraniona i zła, ponieważ mogłam dosłownie umrzeć, a oni znaleźli tak głupie powody, by zostawić mnie samą.
Wkrótce potem mój syn odwiózł mnie do domu i poradził, żebym poszukała sobie pielęgniarki, co też zrobiłam. Była moją sąsiadką i dobrą przyjaciółką, pomogła mi za symboliczną kwotę .
Opowiedziałam tę historię, aby dać Ci cenną radę: jeśli chcesz, aby twoje dzieci wyrosły na dobrych ludźmi, lepiej zaszczepić w nich ludzkie wartości, niż kupować im drogie zabawki i ubrania.




