Mam 56 lat, a mój mąż 57. Nasz syn powiedział, że musimy spisać testament

Mój mąż i ja pobraliśmy się na początku lat 80-tych. Byliśmy bardzo młodzi, ja miałam 18 lat, a on 19. Marzyliśmy, myśleliśmy, mieliśmy nadzieję. Rok po ślubie urodziła nam się córka, a dwa lata później syn. Kasia i Adam. Byli ze sobą zżyci. Na podwórku zawsze razem, jedno broniło drugiego.

Gdy dzieci miały pięć i siedem lat  przyszła wiadomość, że dostaliśmy mieszkanie, nie byle jakie, ale trzypokojowe. Nasza radość nie znała granic. W końcu cały czas mieszkaliśmy z mamą. Wprowadziliśmy się i zaczęliśmy żyć na swoim. Dzieci rosły, chodziły do szkoły, wszystko było w porządku.

Po maturze dzieci poszły na studia. Studiowały na tej samej uczelni. Jak pamiętam, dzieci zawsze konsultowały się ze sobą, gdy kogoś poznały, pytały się na wzajem o radę.

Czas mijał, a moje dzieci znalazły swoje bratnie dusze, jedno się ożeniło, drugie wyszło za mąż. Adam zdecydował, że musi wziąć kredyt hipoteczny, nawet jeśli będzie musiał ciężko pracować, ale w zamian będzie miał własny kąt. Kasia zamieszkała w mieszkaniu męża, o on nawet nie zadał sobie trudu, by ją tam zameldować. Wszystko było w porządku. Ale potem coś poszło nie tak. Brat i siostra zaczęli się kłócić tak bardzo, że byli gotowi się pozabijać.

Adam zmienił kilka razy pracę w czasie ostatniego roku, więc bał się, że bank odbierze mu mieszkanie i nie będą mieli dokąd pójść. A Kasia ciągle kłóciła się z mężem i bała się, że ten po prostu wyrzuci ją z  mieszkania. My, rodzice, nie interweniowaliśmy aż do momentu, kiedy brat i siostra bardzo się pokłócili.

My jako rodzice próbowaliśmy znaleźć sposób na pogodzenie ich. Pewnego dnia  syn przyszedł do nas, byliśmy szczęśliwi, że przyszedł sam, więc mogliśmy spokojnie porozmawiać. Kiedy dotarliśmy do kuchni i usiedliśmy, by napić się herbaty, syn zaczął mówić. Powiedział, że  ojciec i ja musimy spisać testament, w którym połowa mieszkania przypadnie jego siostrze, a druga połowa jemu. Siedziałam i patrzyłam na niego osłupiałym wzrokiem. Spisać testament? A mój syn kontynuował, że kiedy umrzemy, sprzedadzą mieszkanie i podzielą pieniądze na pół.

Mam 56 lat, a mój mąż 57, a oni już nas pochowali. Zaplanowaliśmy tak wiele, nasze przyszłe życie, podróże i tak dalej. A nasze własne dzieci zdecydowały, że nie jesteśmy im już potrzebni.

Nie rozumiem, co się stało z naszymi dziećmi, bo były takie przyjazne, zawsze ze sobą rozmawiały.

Postanowiłam zadzwonić do córki. Odebrała i zaczęła mi mówić, że  Adam i owszem ma kredyt hipoteczny, ale i będzie miał swoje mieszkanie, a ona nie ma nic. Myślę, że już ze sobą o tym rozmawiali. Byłam bardzo zdenerwowana.

Odmówiłam spisania testamentu, bo wierzę w znaki. Jeśli napiszesz testament z wyprzedzeniem, coś na pewno się wydarzy. A sposób, w jaki moje dzieci zachowują się teraz, jest karygodny. Może nagle postanowią nas zabić. To grzech tak myśleć, ale po rozmowie z synem jestem w stanie uwierzyć we wszystko. Nie wiem, co robić, a mój mąż też nic nie mówi.

Rate article
Wyznaj Sekret
Mam 56 lat, a mój mąż 57. Nasz syn powiedział, że musimy spisać testament