Prawdziwe kobiety przyswajają to co najcenniejsze ze swoich doświadczeń i błędów. Dlatego nie mają czasu, aby emocjonować się drobiazgami. Cenią to, co naprawdę ważne.
Takie kobiety nie boją się już niczego. Nie boją się, że nie będą lubiane, że czegoś nie wiedzą, że nie zdążą na czas, że nie upieką jakiegoś ciasta. Nie boją się zadawać pytań, wyglądać śmiesznie. I mają w co się ubrać na wiosnę. I na lato też. To nie jest żaden problem. W ich życiu jest coraz mniej luk. Nie jest już straszne poruszanie się po linii prostej. A może nawet po łuku.
Takie kobiety wiedzą, że piękno jest w środku. Nie boją się utonąć, ponieważ od dawna żyją na głębinach. I nie wstydzą się płakać zarówno ze smutku, jak i radości. I umieją się śmiać. Szczerze z serca. I głośno.
Prawdziwe kobiety nie boją się zmarszczek i siwych włosów. Nie są pierwsze, nie przejmują się tym, co ludzie o nich myślą. Koledzy, krewni czy sąsiedzi… już ich to nie obchodzi. Jedzą to, na co mają ochotę. Nawet w nocy. I wcale się tego nie wstydzą. Wiedzą, że picie i palenie nie są aż tak szkodliwe. Szkodliwy jest brak chęci.
Nie obchodzi ich, kiedy mąż wraca do domu. O 17.00 czy 22.00. Jeśli mu się to podoba. Najważniejsze, że jest, że wrócił. Że przyszedł. Nie boją się już być same. Wiedzą, jak nie widzieć kogoś, kto ich nie zauważa. I wiedzą, jak na czas opuścić miejsca, w których nie są mile widziane.
Zawsze mają coś do powiedzenia i coś do przemilczenia. Wszystko, co mówią, pochodzi z serca. Nie boją się wydać komuś głupie. Albo grube. Albo chude. Przestały się poddawać. I zaczęły żyć. Robić to, czego chcą. Mówić wprost i nie oszukiwać.
Gorzka czekolada jest dla nich słodka. Znają wartość czasu. Nie zmuszają swoich dzieci do niczego. Są zajęte robieniem własnych rzeczy. I sobą. I wiedzą, jak być sobą. Bardzo kochają swoich rodziców i są im wdzięczne za wszystko. I niczego się już nie boją.




