Ożeniłem się nią sześć miesięcy temu. Maria jest nieśmiałą, dobrze wychowaną i inteligentną dziewczyną. Nie było mowy o wspólnym budżecie, ona nie chciała . Każdy wydawał pieniądze na co chciał i nie ograniczał się w żaden sposób. Pobraliśmy się i przeprowadziliśmy do domu , który moja żona odziedziczyła po swoim dziadku.
Kupowałem do domu wszystkie artykuły spożywcze i inne podstawowe rzeczy. Tak było przez cały czas. Moja żona stała z boku i tylko patrzyła. Myślałem i czekałem , aż moja ukochana kobieta zauważy moje wysiłki i pomoże mi w jakiś sposób. Miałem raczej kiepską pensję , więc nie zawsze starczało mi pieniędzy na wszystko.
Kiedy przychodziły rachunki za media, zawsze byłem smutny i czasami nie miałem wystarczająco dużo, więc prosiłem żonę o pomoc , ale ona odmawiała.
Pewnego dnia poruszyłem kwestię naszego budżetu:
–Mario , w tym miesiącu systematycznie sam kupowałem artykuły spożywcze, chemię gospodarczą i płaciłem za media. Nie mam dużej pensji. Prawie wszystko wydałem i nic mi nie zostało.
– Całą pensję? To niemożliwe. Warzywa i płatki kosztują grosze.
Zaniemówiłem. Pokazałem jej paragony za to, co kupiłem i ile wydałem. Nie skomentowała tego. Nie znała nawet cen chleba i mleka.
– Zaplanujmy razem zakupy na ten miesiąc i wspólnie pokrywajmy na nasze wydatki.
– Tak nie będzie, bo mama wzięła pożyczkę , a ja jej pomagam. Oddaję jej część mojej pensji.
Rozumiem ją , ale nie zarabiam wystarczająco dużo , żeby utrzymać siebie i ją. Musiałem być nieco bardziej asertywny i powiedzieć żonie o całej sytuacji. Musiałem jej przypomnieć , że jesteśmy rodziną i musimy sobie pomagać. Jej matka ma męża, więc niech oni ustalą , jak, kiedy i co płacić.




