– Słyszałam, że szefowa naszego działu odchodzi – powiedziała mi koleżanka, kiedy przyszłam do pracy.
-Nasz szef przewrócił oczami i powiedział jej, że ma nadzieję, że wytrzyma do czasu, aż skończysz urlop macierzyński. A teraz nawet nie wie, co robić.
Ta rozmowa miała miejsce trzy lata temu. Siedziałam z naszym szefem z moim sześciomiesięcznym synkiem na kolanach i rozmawiałam o moim powrocie do pracy.
W długo wyczekiwaną ciążę zaszłam pięć lat po ślubie. Miałam wtedy trzydzieści jeden lat.
Oczywiście, kiedy nie miałam dziecka, rzuciłam się w wir pracy. Rozumiałam, że dyrektor miał nadzieję, że zajmę wyższe stanowisko, ale byłam szczęśliwa jak diabli, że powiedziałam mu o ciąży.
– Jako człowiek cieszę się z twojego szczęścia, ale jako menedżer będę czekał, aż wrócisz do pracy. Po prostu urodzisz, odchowasz i wrócisz do pracy. Nie podoba mi się sposób, w jaki pracuje Barbara, ale zniosę to.
Nieoczekiwanie Barbara napisała wypowiedzenie, ponieważ zdała sobie sprawę, że nie da sobie rady.
A ja musiałam czekać kolejne pół roku na miejsce w przedszkolu. Czy mogłam zatrudnić nianię lub wysłać moje długo oczekiwane dziecko do prywatnego żłobka?
Wieczorem zadzwonił mój szef i podsunął mi pomysł:
– Naszym synem opiekowała się moja teściowa, w tym celu przeszła nawet na wcześniejszą emeryturę. Moja żona też nie mogła zaufać nikomu innemu. Czy twoja mama pracuje? Powinnaś rozważyć tę opcję, będziesz miała świetną pensję.
Moja mama pracuje, a teściowa niedawno przeszła na emeryturę. Zadzwoniłam do niej i zaproponowałam, że zaopiekuje się moim synkiem za dobrą kwotę.
-Nawet o tym nie myśl – odpowiedziała moja teściowa – Właśnie przeszłam na emeryturę, chcę sobie pożyć, a ty chcesz ze mnie zrobić nianię. Wiesz, nie o tym marzyłam. Nie potrzebuję twoich pieniędzy. Kiedy wyobrażę sobie, ile kłopotu jest z półtorarocznym dzieckiem, nie chcę żadnych pieniędzy.
Rozumiałam, że teściowa boi się odpowiedzialności, więc nie miałam jej tego za złe. Ale wtedy moja matka złożyła ofertę:
– Został mi nieco ponad rok do emerytury i mam strasznie dużo zaległego urlopu, a w racie czego wezmę jeszcze chorobowe ,a pomocy finansowej nie odmówię, bo będę miała bardzo małą emeryturę. Zadzwoń do szefa i się zgódź.
Poszłam do pracy, a mama zaczęła opiekować się moim synem. Cieszyłam się ze wszystkiego, bo dziecko było najedzone i zdrowe, wracałam do czystego mieszkania, a obiad był zawsze gotowy.
– Nie mogę powiedzieć, że opieka nad dziećmi jest łatwa, ale to taka radość! Zawsze marzyłam o synu, więc opieka nad wnukiem to czysta przyjemność. Jem u ciebie, a ty co miesiąc dajesz mi pieniądze, więc oszczędzam. We wrześniu wyjeżdżasz na wakacje, a ja jadę na tydzień nad morze.
Wszyscy byli szczęśliwi, łącznie z mężem, bo moja pensja była znacznie wyższa od jego. Ta sielanka trwała trzy lata. Mój syn nigdy nie poszedł do przedszkola. Mama raz w roku wyjeżdżała na wakacje nad morze. Tylko teściowa była niezadowolona.
-Co roku wysyłasz teściową nad morze- powiedziała kiedyś mojemu mężowi. – Co jest ze mną nie tak? Ja też chcę jechać nad morze. Moja emerytura nie wystarcza na podróże. Ledwo starcza mi na opłacenie rachunków za media i zakupy spożywcze. Dlaczego jesteś taki niesprawiedliwy: jedna matka ma wszystko, a druga nie ma nic.
Po tej rozmowie mój mąż przyszedł do mnie.
– Dajemy twojej matce pieniądze, ale nie pomagamy mojej! Wspierajmy moją finansowo każdego miesiąca!
– Nie dajemy mojej matce pieniądze, płacimy jej dodatkowo za opiekę nad naszym dzieckiem, nawet zrezygnowała z pracy żeby to robić . Moja pensja wzrosła tylko dzięki niej i moglibyśmy płacić twoją, gdyby nie odmówiła. Mam nadzieję, że nie zapomniałeś?
Mój mąż długo nie chciał się ze mną zgodzić, musiałam go nawet straszyć podziałem naszego budżetu. Powiedziałam mu wtedy:
-Dołóż się do rodziny i rachunków za media, a resztę możesz dać mamie.
W takim przypadku mnie zostałyby pieniądze, a jemu nie.
Oczywiście nie jestem przeciwna pomaganiu rodzicom, ale to kwestia zasad: zazdrość spłatała teściowej niezłego figla, chciała żyć dla siebie, więc niech żyje.
Potem teściowa podsunęła mojemu mężowi nowy pomysł: chciała posiedzieć z naszym dzieckiem przynajmniej dwa razy w tygodniu, oczywiście za opłatą.
Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu! Co za dobra teściowa, chce wycisnąć ze mnie pieniądze na wszelkie sposoby, nawet zgodziła się opiekować wnukiem. Oczywiście odmówiłam teściowej. Powinna była pomyśleć o tym wcześniej, kiedy pytałam.
Myślicie, że postąpiłam słusznie czy nie?




