Marek był dobrym mężem i ojcem. Chciał, aby jego rodzina miała wszystko – i pracował od rana do wieczora, prawie nie widząc swojej żony i dziecka, dla których tak ciężko pracował.
Jego żona również pracowała, ale według standardowego harmonogramu w biurze – od 9:00 do 17:00. Marek nie znał pojęcia “znormalizowanego harmonogramu”. Jednak wyjazdy służbowe, nadgodziny i “nagłe wypadki”, które zmuszały do pozostania w pracy do północy, dotyczyły tylko jego. Naturalnie Marek był zmęczony taką pracą, dlatego w weekendy pozwalał sobie na odpoczynek i relaks.
Wiele osób znajduje ratunek przed stresem i wypaleniem w drinku, a nasz bohater nie był wyjątkiem. Nie był alkoholikiem, ale dobra noc na mieście w każdą sobotę stała się nawykiem. Tak mijał piątek – najpierw Marek szedł na mecz piłki nożnej i spędzał czas ze znajomymi, a potem zasiadał z nimi w pubie i relaksował się przy kilku litrach mocnego piwa.
Niedzielne poranki zaczynały się od lekkiego kaca, a potem Marek obowiązkowo szedł z synem na spacer do parku. Raczej z poczucia obowiązku – bo sam tracił zainteresowanie wszystkim z powodu zmęczenia . Potem był jedyny wieczór w tygodniu, który rodzina spędzała razem przy kolacji, a resztę dnia spędzali przed telewizorem. A potem nachodził początek kolejnego tygodnia pracy.
Zamiast spełniać swój “małżeński obowiązek”, pracoholik po prostu padał do łóżka i po pięciu minutach spał – albo ze zmęczenia, albo z upojenia alkoholowego. Żona Marka wszystko rozumiała i ani myślała mieć mu to za złe. W końcu rodzina potrzebowała pieniędzy, a on naprawdę się starał, jak na prawdziwego męża i żywiciela rodziny przystało. Brakowało jej tylko uwagi i miłości, brakowało jej własnego męża.
I przez długi czas próbowała się z tym pogodzić… A potem jakoś tak się złożyło i żona Marka ma romans. Wstydzi się spojrzeć w oczy mężowi, nienawidzi siebie za zdradę i słabość, za to, że nie podołała obowiązkom przykładnej żony i “opiekunki domu” – ale nie może i nie chce dłużej żyć sama. A Marek, co z nim?
Nadal znika w pracy, a resztę wolnego czasu spędza z przyjaciółmi i alkoholem, nie zwracając uwagi na życie żony.
Kto jest winny i co robić? To odwieczne pytanie, a w tej sytuacji raczej nie ma na nie jednoznacznych odpowiedzi. Jedyne, co możemy powiedzieć, to to: jeśli przesadzisz z czymś, bądź przygotowany na utratę czegoś innego.




