– Jesteś nikim! – krzyknął.
– Nic tu nigdy nie będzie twoje, ani ja, ani moja rodzina cię nie potrzebujemy! A twoi krewni cię nienawidzą.
A ja wybaczałam mu wszystko, żyłam i wierzyłam, że będzie lepiej. Co innego mogłam zrobić? Jesteśmy rodziną. Mam własne podwórko, róże, psa, kota. Lata mijały, a ja ciągle słyszałam:
-Wyrzucę cię, mam cię dość! Gdzie pójdziesz? Może pod płot. Nie masz nic, nie masz pracy, nie masz domu.
I znowu mu wybaczyłam, i znowu moje nerwy zacisnęły się w pięść. Skąpa łza łaskotała mnie po policzku. Jak mam dalej żyć? Jak mogę uspokoić jego wściekłość? Znów wracał z pracy i kierował do mnie te haniebne słowa, by mnie złamać.
Podwórko jest puste. Dom jest pusty. Odeszłam. Byłam zmęczona takim życiem. Spakowałam wszystkie swoje rzeczy do torby, pogłaskałam kota i psa. I cicho zamknęłam za sobą drzwi.
-Wrócisz” krzyczał, kto cię potrzebuje? Gdzie będziesz mieszkać?
Nigdy nie wróciłam. Minęło trochę czasu, odkąd go opuściłam.
Mieszka sama. Nawet kot mu uciekł z podwórka. Może pić, chodzić gdzie chce, ale z jakiegoś powodu się nie upija.
Kochaj swoją kobietę! Bo każda kobieta to ciepło.




