Wspaniale jest mieć rodzinę, z którą zawsze chętnie spędza się czas. Ale to, co przynosi wiele przyjemności, gdy jesteś młody, staje się męczące w starszym wieku. Nawet najbliżsi Ci ludzie i hałaśliwe spotkania zaczynają stanowić wyzwanie.
Co sprawia, że rezygnujesz z hałaśliwych biesiad?
Jedna z czytelniczek, Natalia, pisze:
-Do 50 roku życia uwielbiałam biesiady i gości. Zawsze dzwoniłam do przyjaciół i zapraszałam ich do siebie. Ale po 50-tce zaczęłam patrzeć na to wszystko inaczej. Dla mnie najważniejszy jest teraz spokój.
-Kiedy jesteś młoda, ciągle się spieszysz, podróżujesz, dużo mówisz. A potem chcesz po prostu siedzieć w domu, pić herbatę w spokoju. Jeśli chcesz spotkać się z przyjaciółmi, to na neutralnym terytorium.
-Za każdym razem, gdy mamy dużą grupę w domu, dzieje się coś nieprzyjemnego. Ktoś stłucze szklankę, spadnie kawałek ciasta, wydarzy się coś innego. Sprzątanie po tym zajmuje dużo czasu. I nie mówię tu nawet o brudnych naczyniach. Kiedyś było to powszechne, ale teraz to prawdziwy ciężar. Jestem też zmęczona ciągłym gotowaniem. Kolejne urodziny spędziłam w kuchni. Goście przychodzą na gotowe, czują się dobrze. A ty gotujesz przez cały dzień, a nawet dwa dni, potem przyjmujesz gości, a potem po nich sprzątasz. A ja chciałabym po prostu odpocząć.
-Trudno sobie teraz na to pozwolić. Przyjęcie gości wymaga dużo pieniędzy. Chcę, żeby wszystkim smakowało. Wiele pysznych dań sporo kosztuje.
-Moim zdaniem nie ma sensu wydawać pieniędzy na to ciągłe gotowanie. Lepiej do restauracji i dobrze się bawić. Bez tego całego gotowania, sprzątania i zamieszania. Już nie mam siły.
Oczywiście są tacy, którzy lubią przyjmować gości. Ale czasami chcesz poczuć się jak najważniejszy gość. A jak można poczuć się jak najważniejszy gość, jeśli trzeba gotować, sprzątać i przygotowywać?
A jak Ty lubisz świętować? W domu czy w kawiarni?




