Dentysta. Księgowy. Prawnik. Ekonomista. To są normalne zawody. A jak jest z poetą? Jak to sobie wyobrażasz? I kto im płaci?
Musisz mieć pieniądze i dobrą pracę, a nie tak jak ja, całe życie żyć w biedzie. To odpowiedź mojej mamy na pytanie, czy nie miałaby nic przeciwko, gdybym po szkole poszła studiować poezję i filologię.
Rozumiem, że matka nigdy nie chciałaby skrzywdzić swojego dziecka. Wręcz przeciwnie. Cierpiąc biedę w swoim życiu, próbowała mnie przed nią uchronić. Oprócz biedy, moja matka boi się również starości. To jest właśnie ten tandem.
Kiedy jesteś młody, bieda wydaje się być normą – dopiero zaczynasz być niezależny, budujesz życie, przed tobą jest jeszcze wiele możliwości i perspektyw, a ty masz siłę i chęci, by to zrobić. Ale na starość bieda jest jak wyrok. Tak właśnie stało się z moją matką. Z wiekiem nie zgromadziła żadnych oszczędności, tylko miała coraz to nowe problemy finansowe, w których emerytura w żaden sposób nie pomagała.
Kiedy byłam uczennicą, bardzo bałam się o swoją przyszłość, o pieniądze. I zdałam sobie sprawę, że moja matka przekazała mi ten strach. Dorosłam, wyszłam za mąż, miałam dzieci. Mój strach nie zniknął, a nawet się nasilił, zwłaszcza po tym, jak moja córka zachorowała i straciła słuch. Przeprowadziliśmy zaawansowaną technologicznie operację i przywróciliśmy jej 85% słuchu. Teraz ma procesory mowy na uszach, a elektrody imitujące nerwy słuchowe są wszyte wewnątrz, pod skórą. W sumie jest to słuch elektroniczny. Jest to bardzo kosztowne leczenie. Ale życie naszej córki i jego jakość jest ważniejsze.
Jeśli, nie daj Boże, coś stanie się z tym urządzeniem, będziemy musieli zapłacić wiele tysięcy z własnej kieszeni. Skąd weźmiemy takie pieniądze? Plus lekcje z dobrym nauczycielem języka migowego, których dziecko potrzebuje. Ogólnie rzecz biorąc, najlepiej byłoby, gdyby ta kwota znalazła się gdzieś na naszym koncie i ogrzewała nasze dusze swoją obecnością. Wtedy czułabym się gotowa na siłę wyższą.
Ale nasze życie jest jak morze. Każdego dnia jest inne. Dziś sztorm, jutro spokój. A poduszka finansowa to kamizelka ratunkowa . Uratuje cię podczas sztormu. Ale kamizelki ratunkowe nie są ot tak wydawane. Trzeba na nie zapracować.
Idealnie byłoby, gdyby udało się zarobić pewną kwotę pieniędzy, która ugasi obawy o przyszłość. Co jeśli nadejdzie kryzys? Nie martw się – masz kamizelkę. Dla mnie kamizelka to ta kwota na wymianę aparatu. Ta, której nie mam. Ale naprawdę chcę ją mieć.
Wbrew woli matki poszłam na studia filologiczne. I zostałam poetką. Zarabiam na książkach, tak jak marzyłam. Dostaję procent od każdej sprzedanej książki. A jeśli umrę, moje dzieci dostaną te pieniądze. Ale ta myśl nie rozgrzewa mnie zbytnio. To nie są pieniądze, za które moje dzieci będą mogły żyć. Zwłaszcza moja córka, która ma elektroniczny słuch i potrzebuje “kamizelki”. Często myślę o przyszłości i ogarnia mnie strach. Strach o moje dzieci i o przyszłość. Mamo, pozdrawiam.
Strach jest naszym własnym punktem. Musimy w niego wejść, przeżyć go i oswoić. Tak mówią psychologowie. Wchodzę w swój strach. Cóż, moje dzieci dorosły i nie odnalazły się w tym świecie. Nie lubią Instagrama i TikToka, nie umieją się sprzedać, nie umieją być odważne i przebojowe. A ja jestem starszą panią z niewielką emeryturą. Kiedy o tym myślę, drżę i odpycham od siebie te myśli.
Czy tylko ja mam takie obawy? A może ty też czasem o tym myślisz? Kto jeszcze tutaj tak ma?




