Mam psa o imieniu Berta.
Rok temu zostałem wysłany służbowo do innego miasta i szukałem miejsca, w którym mógłbym zostawić mojego zwierzaka na kilka dni. Nie mogłem znaleźć przyzwoitego hotelu przyjaznego zwierzętom, a jedyny, któremu mogłem zaufać , nie miał żadnych wolnych miejsc. Musiałam poprosić moją starszą siostrę, by wzięła psa na kilka dni, wyprowadziła go na spacer, karmiła i bawiła się z nim. Moja siostra zgodziła się zabrać Bertę.
W dniu wyjazdu pogoda była bardzo ładna, ale z moją Bertą coś się działo. Głośno szczekała i skomlała, uniemożliwiając mi przygotowanie się do drogi. Wyglądało to tak, jakby nie chciała mnie puścić i próbowała mi coś powiedzieć. Krzyczałem nawet na nią kilka razy, żeby ją uspokoić, ale to było bezskuteczne.
Kiedy w końcu spakowałem rzeczy, Berta jakby się uspokoiła. Taksówkarz zadzwonił do mnie i powiedział, że jest już na miejscu. Zacząłem szukać Berty, żeby się z nią pożegnać, ale zniknęła. Nigdzie nie mogłem jej znaleźć. To mały pies, może wejść wszędzie.
Kiedy dotarłem na dworzec autobusowy, usłyszałem skomlenie w mojej torbie. Otworzyłem torbę, a tam była moja Berta. Nie wiedziałem, co robić. Byłem bardzo zaskoczony. Nie miałem czasu, aby zabrać ją do domu i nie miałem gdzie jej zostawić. Musiałem więc zabrać ją ze sobą. Kiedy wsiadłem do autobusu, miałem wrażenie, że coś się z nią dzieje. Znowu głośno szczekała i była bardzo agresywna. Wyrwała mi się. Przerażeni pasażerowie próbowali złapać zwierzę, ale nikomu się to nie udało. Ludzie zaczęli się złościć: byli oburzeni, biadolili, ochy i achy.
W końcu poproszono mnie, żebym wysiadł z autobusu, mówiąc, że nikt nie chce podróżować w takim hałasie. Berta zdawała się uspokajać. Stałem tam i czekałem, aż moja siostra przyjedzie i zabierze ją do domu. Czekałem na następny autobus i właśnie wtedy dowiedziałem się, że poprzedni autobus miał wypadek. Byłem zszokowany, że pies może tak wyraźnie wyczuć niebezpieczeństwo. Nadal jestem wdzięczny Bercie za uratowanie mi życia. Taki mały pies, a taka wielka bohaterka.





