W nocy moja dziewczyna i ja nie mogliśmy spać. Sąsiedzi z góry świętowali całą noc, głośno krzycząc i grając muzykę. Wcześniej zawsze było cicho, nigdy nam nie przeszkadzali. A potem coś poszło nie tak. Hałas był taki, jakby byli w pokoju obok. Nic dziwnego. Dom panelowy – teraz zdałem sobie sprawę ze wszystkich jego wad.
Dziewczyna powiedziała: “Idź do nich”.
-Nie pójdę, odpowiedziałem, może mają urodziny albo inne ważne święto. Niech balują raz w roku.
Przykryliśmy się poduszkami i próbowaliśmy zasnąć. Ale na nic się to zdało. Tej nocy nie zasnęliśmy ani na chwilę. Kiedy rano poszedłem do kuchni, myślałem, że to już koniec. Ale zbyt szybko się ucieszyłem. Minutę później usłyszałem krzyk dziewczyny i muzyka znów się włączyła. Muszę powiedzieć, że ci ludzie mieli dużo siły.
Po mnie do kuchni weszła dziewczyna ze słowami:
-Zróbmy coś. Nie zniosę kolejnej takiej nocy.
Szczerze mówiąc, byłem zdezorientowany i nie wiedziałem, co robić. Nigdy nie widziałem moich sąsiadów, być może mieszkają tam jacyś gangsterzy. Wezwanie policji również nie wchodziło w grę, ponieważ był dzień, więc hałas był dozwolony. Zadzwoniłem więc do zarządcy domu. Wyjaśnił mi, że to mieszkanie jest wynajmowane. Wcześniej mieszkali tam spokojni ludzie, ale teraz wprowadzili się nowi.
Mimo to postanowiłem odwiedzić nowych sąsiadów. Długo nie otwierali mi drzwi, ale nie było w tym nic dziwnego. Muzyka grała tak głośno, że byłem zaskoczony, gdy w końcu otworzyli drzwi. Na progu stał facet z butelką wina.
– Czego chcesz?
– Przepraszam, czy mógłbyś…..
– Pierdol się!
Drzwi się zatrzasnęły. Nie wiem, jak rozmawiać z takimi ludźmi. W domu czekała na mnie moja dziewczyna, która brała już trzecią tabletkę na ból głowy i marzyła o spokoju. Potem poszedłem do mojego sąsiada Adama. Jest po sześćdziesiątce, to bardzo miły i spokojny człowiek. Zna tu wszystkich. Od czasu do czasu rozmawiamy. Trzy razy dziennie wyprowadza swoje psy.
– Dzień dobry! Chcę się z panem skonsultować- i opowiedział mu o wszystkich wydarzeniach.
– Tak! odpowiedział Adam, Rozumiem. W takim razie chodźmy.
– Dokąd ?
– Do nich.
– Albo nie otworzą, albo odeślą nas z powrotem.
– Zobaczymy.
Ponownie dzwonimy do drzwi. Ten sam bezczelny facet otwiera drzwi :
– No i co?
– Wyłącz muzykę! mówi Adam.
– Pierdol się, dziadku!
Adam szybko i celnie wymierza cios. Chłopaka rzuciło na korytarz.
Byłem oszołomiony. Zrozumiałem, że mamy kłopoty. Do mieszkania wszedł Adam, spokojny emeryt. Odwrócił się do mnie i powiedział:
– Poczekaj tu na mnie.
A ja widzę:
Z kuchni wyskoczyło naraz dwóch facetów. Adam szybko wykręcił jednego i kopnął drugiego. Obaj się przewrócili. Adam podnosi taboret, łamie nogę i idzie dalej.
Wyskoczył kolejny, wielki facet. Bang, bang, padł.
Blondynka wybiegła, krzycząc: Zabijają!
Adam uspokaja ją:
-Czemu krzyczysz, idź i wyłącz muzykę.
Kilka minut później była cisza i cztery osoby leżały na podłodze.
– I żeby nie było więcej tych bzdur. – odrzucił nogę stołka na bok.
Zeszliśmy na dół. Milczałem. Byłem oszołomiony. To było tak, jakbym widział film akcji Tarantino i Jackie Chana, ale w prawdziwym życiu. Sąsiad uśmiechnął się:
– Sorry, oni inaczej nie rozumieją. To wszystko, odpocznijcie trochę. Ja muszę wyprowadzić psa.
Natychmiast ponownie zadzwoniłem do zarządcy. Zapytałem go: kim jest nasz Adam? Uśmiechnął się:
– Adam jest emerytem. A kiedyś był wojskowym. Tylko trudnym wojskowym. Dużo podróżował. Ale nigdy mi nie mówi, co robił.
Od tego czasu sąsiedzi na piętrze stali się cichsi niż woda. Pozdrawiają mnie uprzejmie w windzie. A dobroduszny emeryt nadal wyprowadza swojego psa trzy razy dziennie.
Czy w Twoim budynku są jacyś hałaśliwi sąsiedzi? Jak sobie z nimi radzisz?




