Kiedy wróciłem do domu z nocnej zmiany, od razu żona mnie poprosiła żebym zawiózł jej rodziców na wieś do domu jej dziadka. Szczerze mówiąc, nie miałem ani nastroju, ani ochoty nigdzie jechać, a co dopiero wozić teścia i teściową. Byłem zmęczony. Mimo to uległem namowom żony i pojechałem i przez całą drogę musiałem słuchać ich kłótni.
Włączyłem muzykę, żeby nie słyszeć ich krzyków, ale oni zaczęli przekrzykiwać muzykę, jakby celowo. Długo się powstrzymywałem i szczerze mówiąc chciałem po prostu zawrócić, zostawić ich w połowie drogi i wrócić do żony.
Minęło kolejne 5 minut, a ich krzyki nie ustawały, więc zatrzymałem samochód, odwróciłem się do nich i powiedziałem:
-Nie jesteście sami, więc przestańcie. Możecie krzyczeć na siebie na wsi , nawet przez 10 godzin!
– Dlaczego angażujesz się w kłótnie innych ? My się kłócimy, więc się kłócimy, a twoim zadaniem jest nas zawieźć!- krzyknęła ze złością teściowa.
– Nie muszę was tam wieźć, mogę was tu zostawić -powiedziałam.
Uspokoili się i siedzieli cicho, ale nie trwało to długo i po 5 minutach znów zaczęli krzyczeć, więc zjechałem na pobocze, powoli wysiadłem, wyjąłem ich rzeczy z bagażnika, otworzyłem drzwi i powiedziałem:
-Możecie wysiadać, to wasz przystanek!
– Co ty wyprawiasz? – zdziwiła się moja teściowa.
– Nie rób sobie żartów! powiedział teść.
– Nie żartuję! odpowiedziałem i zacząłem pomagać teściowi przy wysiadaniu. Na szczęście teściowa wyszła sama. Potem wsiadłem do samochodu, zawróciłem, wjechałem w najbliższy róg, żeby mnie nie widzieli i czekałem.
I zaraz zadzwoniła moja żona.
– Kochanie, co ty robisz? Dlaczego ich zostawiłeś? Na wieś jest jeszcze 30 kilometrów, jak oni tam dojadą? zaczęła z pretensją.
– Nie powiedzieli ci, dlaczego ich tam zostawiłem?
– Powiedzieli, że dziwnie się zachowałeś. Proszę, wróć do nich i ich przeproś.
– Nie mam za co przepraszać.
– Dobrze, to przynajmniej ich zawieź.
Około godziny po rozmowie z żoną podjechałem do teścia i teściowej, którzy wciąż stali tam, gdzie ich zostawiłem. W milczeniu włożyli swoje rzeczy z powrotem do bagażnika i zajęli tylne siedzenia. Nie odezwali się ani słowem.
Kiedy przyjechałem, zostawiłem ich, aby się rozpakowali i poszedłem zobaczyć się z dziadkiem mojej żony, który zawsze był człowiekiem z dobrym poczuciem humoru.
Po tym incydencie teściowa i teść nigdy nie kłócili się przy mnie.




