Historia kobiety, która przeżyła dwie śmierci kliniczne. Co widziała i do jakich wniosków doszła

Dziś chcę poruszyć temat życia. A także moment śmierci. Co następuje po życiu? Czy jest jakaś kontynuacja?

Zacznijmy od tego, że dwukrotnie byłam na skraju śmierci. To znaczy dwa razy przeżyłam śmierć kliniczną….. i uważam ten stan za zwykły sen.

Pierwszy raz przydarzyło mi się to, gdy miałam 12,5 roku podczas operacji wyrostka robaczkowego. Tak się złożyło, że od momentu zapalenia wyrostka robaczkowego do przyjęcia mnie do szpitala minęły cztery dni. W tym wieku każda osoba tak naprawdę nie rozumie,  że coś jest nie tak w jej ciele. Dlatego, gdy pojawił się pierwszy ostry ból, byłam zaniepokojona. Zawsze uprawiałam sport. Zrobiłam więc kilka ostrych skłonów i skurcz ustąpił. A potem podbrzusze zaczęło mnie boleć, paskudnie i nieprzyjemnie.

Czułam ból przez 3 dni, znosiłam go, a potem sam minął. Ale tak bardzo nie chciałam iść do szkoły, że zaczęłam skarżyć się mamie. Zrozumiała, że chcę zostać w domu, ale i tak wysłała mnie do szkoły. Byłam upartą i wytrwałą dziewczyną, więc po pierwszej lekcji poszłam do domu. Po kilku godzinach , moja mama patrząc na mnie doszła do wniosku, że jednak bardzo cierpię, postanowiła nie tracić czasu i zadzwonić po karetkę.

Był rok 1975. Karetka przyjechała szybko. Kiedy lekarz mnie zbadał, spojrzał na moją mamę i powiedział: “Natychmiast do szpitala!”. Na oddziale było jeszcze 5 innych osób. Wszystkie były po operacji. Patrzyłam na nich z politowaniem. Nie mogli się ruszać, stać, chodzić, tylko jęczeli. Kiedy podano mi znieczulenie, zaczęłam płakać, mówiąc, że już mnie nie boli i chcę iść do domu. Ale nikt mnie nie słuchał i zabrali mnie na salę operacyjną.

Kiedy dali mi maskę z ogólną narkozą moje ciało zaczęło opierać się tej substancji tak bardzo, że zerwałam maskę. Założyli mi maskę ponownie i kazali liczyć. Policzyłam do trzech. Operacja trwała ponad trzy godziny (zamiast standardowych pół godziny). Ponieważ mój wyrostek robaczkowy pękł zaraz po otwarciu. Wytrzymałam do końca operacji, aż wszystkie moje wnętrzności zostały wyczyszczone. I w pewnym momencie zaczęłam widzieć siebie i lekarzy pochylających się nade mną jakby z góry.
A na sam koniec lekarze musieli mnie reanimować.

Jak wróciłam? Co tam zobaczyłam?
Biegłam tak szybko, jak tylko mogłam, przez ogromny czarny tunel, na końcu którego znajdowało się bardzo jasne światło, które było moim celem. Tam byli ci, którzy na mnie czekali. Stali tam w ciszy i uśmiechali się. Zdałam sobie sprawę, że dobrze będę się czuła w ich towarzystwie, więc biegłam i biegłam, wyciągając ręce. Ktoś nawet wyciągnął do mnie rękę.  Ale nie zdążyłam. Światło zaczęło bardzo szybko gasnąć, migotać, a ja nie widziałam, dokąd zmierzam.  Kiedy światło w końcu zgasło, zostałam obrócona i wypchnięta na zewnątrz. Otworzyłam oczy i zobaczyłam twarze lekarzy. Szczerze mówiąc, nic nie rozumiałam wtedy, lekarz powiedział o tym mojej matce po wypisie, a ona powiedziała mi znacznie później.

Od tego dnia moje życie się zmieniło. Od razu powiem, że na lepsze. Zaczęłam mocniej stać na nogach.
Za drugim razem stało się to samo, ale byłam już prawie dorosła, miałam 19 lat. Kolejna operacja, kolejna narkoza, kolejny sen kliniczny. Operacja była banalna, ale sen był prawdziwy. Jednak wiedziałam już, co mi się przydarzyło za pierwszym razem i ostrzegłam lekarzy. Więc wszyscy byli w pogotowiu. Moje wizje tego, co działo się podczas przejścia z jednego stanu do drugiego, były praktycznie takie same jak za pierwszym razem. Jedyną różnicą było to, że nie jedna (nie wiem nawet jak to nazwać), ale kilka istot wyciągnęło ręce, aby pomóc mi do nich dołączyć. W zasadzie wydawało mi się, że były tam moje najbliższe i najdroższe mi osoby. Pewnie dlatego tak bardzo chciałam tam iść.

Najwyraźniej jest to reakcja mojego ciała na znieczulenie ogólne.  Ale nie powiem na pewno, nie jestem lekarzem i nic o tym nie wiem.

Te dwa incydenty mnie zmieniły.

Po tych incydentach było wiele momentów w moim życiu, kiedy sytuacja wydawała się beznadziejna. Doszło do tego, że budziłam się i dosłownie włosy jeżyły mi się na głowie, ponieważ nie widziałam wyjścia z kolejnej ślepej uliczki.  W tamtym czasie prowadziłam własną firmę. Zawsze w moim życiu, w ostatniej chwili, wszystko jakoś się rozwiązywało i to na lepsze dla mnie. Zrozumiałam, że są tacy, których nazywamy aniołami stróżami. Nie mogę wykluczyć, że to właśnie do nich chciałam dołączyć. Może po to, by stać się opiekunem dla kogoś innego. Zdałam sobie sprawę, że wszystko ma swój czas. Jeśli zostałam, to znaczy, że jest coś innego na tej ziemi, co muszę zrobić. Ta świadomość przyszła do mnie po narodzinach mojej córki. To było moje drugie, w pełni świadome i upragnione dziecko. I zrozumienie sensu życia i jego drugiej strony.

Na zawsze zapamiętałam te uczucia. I zrozumiałam najważniejszą rzecz. To wcale nie jest straszne. To tylko sen. W końcu zasypiamy każdej nocy i nie czujemy naszego ciała, ból, jeśli w ogóle, odchodzi, odpoczywamy. Wszystkie bóle są w ciele fizycznym. I tylko my, ci, którzy żyją na tej ziemi, mamy problemy. Gdy śpimy czy umieramy nie ma bólu, nie ma problemów. One pozostają z tymi, którzy żyją. Ci , którzy pozostaną po nas, samolubnie użalają się nad sobą: jak my będziemy żyć bez ciebie? Będziemy samotni! Rozumiesz? Dlatego mam spokojne podejście do każdej hipostazy życia i każdego problemu, który pojawia się w życiu.  Powoli, w oddzielnej kieszeni mojej pamięci, gromadzę negatywne rzeczy, które uniemożliwiają mi normalne życie. Przychodzi taki moment, że spada ostatnia słomka i kielich mojej oderwanej cierpliwości się przelewa. To tak, jakby ktoś dawał mi znak: muszę działać.

Zdałam sobie również sprawę, że kiedy nie wypowiadamy naszych pragnień na głos, nasi aniołowie stróże nas nie słyszą ani nie rozumieją. Dlatego musimy dzielić się naszymi potrzebami, pragnieniami i problemami. A wtedy na pewno otrzymamy pomoc! I nie pluj przez lewe ramię! Tam jest Twój anioł, więc po co na niego pluć? Nie ma sytuacji beznadziejnych. I pamiętaj: Bóg poddaje próbom tych, których kocha.

Rate article
Wyznaj Sekret
Historia kobiety, która przeżyła dwie śmierci kliniczne. Co widziała i do jakich wniosków doszła